Gmina Gidle

Wójt Gminy Nowa Słupia  Andrzej Gąsior 

 Urząd Gminy w Nowej Słupi
ul. Rynek 15
26 – 006 Nowa Słupia
tel. 41 31 78 700
urzad@nowaslupia.pl



Informacja Turystyczna
ul. Świętokrzyska 53

tel. 41 31 78-327

 

więcej
Wirtualna mapa
środa 18 października 2017 r., imieniny obchodzą: Hanna, Klementyna
wersja dla słabowidzących English Deutsch Święty Krzyż

Strona główna » Dymarki Świętokrzyskie

Dymarki Świętokrzyskie

wielkość tekstu:A | A | A

Dostępne podkategorie:


www.dymarki.pl

Starożytne hutnictwo świętokrzyskie
i jego popularyzacja

             Wśród różnorodnych metod badawczych, którymi posiłkuje się współczesna archeologia ważne miejsce zajmuje eksperyment naukowy. Empiryczne prześledzenie różnych zjawisk, procesów, a zwłaszcza technologii produkcji, staje się wobec ograniczonej wymowy źródeł archeologicznych koniecznością. Na gruncie takich właśnie naukowych dociekań powstały „Dymarki Świętokrzyskie”- wielka impreza plenerowa regionu świętokrzyskiego organizowana cyklicznie od 1967 r. Jest to w zasadzie jedyny tego typu przypadek w Polsce i prawdopodobnie zjawisko nie znajdujące pełnych analogii również poza jej granicami, gdzie eksperyment naukowy, któremu towarzyszy szereg imprez o charakterze populistycznego święta, przez ponad czterdzieści lat  znajduje nadal liczną grupę wiernych odbiorców. W 1999 r. członkowie Świętokrzyskiego Stowarzyszenia Dziedzictwa Przemysłowego w Kielcach opracowali i wdrożyli projekt edukacyjny zatytułowany „Człowiek i żelazo w pierwszych wiekach naszej ery”, który wzbogacił prezentacje  o szereg nowych elementów związanych z przedstawieniem pełnego cyklu technologicznego produkcji żelaza - od wydobycia i przygotowania rudy, poprzez właściwą redukcję, na obróbce kowalskiej kończąc. Poza hutnictwem żelaza pokaz obejmuje również inne dziedziny pradziejowej gospodarki takie jak; kolorowa metalurgia, garncarstwo, rogowiarstwo, plecionkarstwo, obróbka bursztynu, skóry, drewna itp. Z czasem dodano również elementy związane z szerszym kontekstem kulturowym odnoszącym się do kręgu prowincjonalnorzymskiego. Od 2011 r. pokazy odbywają się w Centrum Kulturowo-Archeologicznym, gdzie na powierzchni kilku hektarów zrekonstruowano kilkadziesiąt budowli i obiektów zarówno z kręgu kultur tzw. Barbaricum, ale także pewne elementy rzymskich  umocnień limesowych w postaci wału z wieżą obserwacyjną (burgą).
           Ulokowanie tej ważnej inicjatywy edukacyjnej i naukowej w tym rejonie Gór Świętokrzyskich nie jest przypadkowe. W  pierwszych wiekach po Chrystusie, w tzw. okresie wpływów rzymskich (I-V w. po Chr.), działał tutaj największy poza granicami Imperium Rzymskiego okręg metalurgiczny. Według bardzo ostrożnych szacunków przyjmuje się istnienie ponad 550 000 pieców dymarskich, które wyprodukowały ok. 10 000  ton żelaza.
  Materialną pozostałością  tej produkcji jest blisko 6 000 zarejestrowanych dotąd stanowisk żużla, który jest często jedynym świadectwem tej działalności. To właśnie on dał początek  wieloletnim badaniom, które doprowadziły do odkrycia tego wyjątkowego w skali europejskiej zjawiska. W pierwszej fazie badań pracami kierował Profesor Mieczysław Radwan, a od końca lat 60-tych Profesor Kazimierz Bielenin z Muzeum Archeologicznego w Krakowie, który na dobre wprowadził tą problematykę do polskiej i europejskiej archeologii. Obecnie kontynuuje go zespół kieleckich archeologów wspomaganych przez grupę krakowskich metalurgów.
            Twórcami tego ogromnego przedsięwzięcia produkcyjnego były ludy zamieszkujące w pierwszych wiekach po Chrystusie środkową i południową Polskę, znane w archeologii pod nazwą kultury przeworskiej. Świadectwa rzymskich i greckich historyków Tacyta, Strabona i Ptolemeusza wskazuje, że byli to Lugiowie, lub jedno z plemion wchodzących w skład utworzonej przez nich konfederacji. Najbardziej rozpowszechniony jest pogląd o  jej polietnicznym charakterze, w której skład wchodziły zapewne elementy celtyckie, germańskie, a w części wschodniej może też i słowiańskie (weneckie).
           Nowsze badania nad osadnictwem kultury przeworskiej w tym regionie wykazały, że północno-wschodnie obrzeża Łysogór, gdzie koncentruje się większość stanowisk hutniczych, posiada naturalne połączenie z dużym zespołem osad przeworskich na Wyżynie Sandomierskiej, którą można traktować jako szerokie zaplecze osadnicze dla tej produkcji. Nie wykluczone, że tereny te tworzyły w tym czasie jeden duży organizm plemienny określany przez starożytnych  terminem pagus lub civitas.
           Jedną z charakterystycznych cech hutnictwa świętokrzyskiego jest organizacja warsztatów produkcyjnych. Rozplanowanie przestrzeni produkcyjnej nosi znamiona ściśle przestrzeganych reguł, które dotąd nie zostały w pełni wyjaśnione. Większość z nich to tzw. piecowiska uporządkowane, złożone najczęściej z dwóch symetycznie ułożonych grup pieców dymarskich, zwanych ciągami, w których wyróżniamy z kolei szeregi złożone z 2, 3, a najczęściej z 4 pieców.
          Wytop żelaza prowadzono w tzw. ziemnych piecach dymarskich, które z racji częściowego wkopania ich w podłoże noszą również miano pieców kotlinkowych. Obiekt ten poza wspomnianą kotlinką posiadał naziemny szyb zbudowany z glinianych cegieł o wysokości ok. 1 m. Bardzo długo badacze z wielu renomowanych ośrodków naukowych w całej Europie trudzili się nad wyjaśnieniem zasad wytopu prowadzonego w tego typu obiektach, choć wypada dodać, że nadal wiele elementów tego procesu pozostaje niewiadomą. Proces redukcji, który przebiegał w relatywnie niskich temperaturach sięgających ok. 1200-13000C, nie polegał na uzyskaniu płynnej surówki, lecz zanieczyszczonego żużlem i węglem drzewnym gąbczastego żelaza, które musiało być oczyszczane na drodze obtapiania i przekuwania. Uzysk żelaza z rudy był w tych warunkach relatywnie mały, ponieważ znaczna część żelaza w postaci niewyredukowanych tlenków przechodziła do żużla.  
           Starożytne hutnictwo  i popularyzacja wiedzy o tym wyjątkowym zjawisku w ramach Dymarek Świętokrzyskich” stały sie synonimem bogatych tradycji przemysłowych regionu świętokrzyskiego. Umiejętne łączenie solidnej wiedzy naukowej, atrakcyjnych rekonstrukcji archeologicznych, które stanowią tło kulturowe dla prezentowanych zjawisk, oraz dobrej zabawy w ramach ludowego święta integrującego regionalną społeczność, dały niepowtarzalna całość, która wpisała się na stałe w kalendarz wydarzeń kulturalnych Kielecczyzny. Wśród mieszkańców regionu powstał nawet rodzaj społecznej więzi z tym zjawiskiem wynikający z poczucia dumy z bogatego dziedzictwa przeszłości ziemi której są mieszkańcami.
                                                      Dr Szymon Orzechowski


 
 

PRASA O DYMARKACH

 


 


ROK 2006

GazeTa OSTROWIECKA Nr 34(2679), 21 sierpnia 2006 r.

Dymarki Świętokrzyskie - 40 lat tradycji

W ubiegły weekend odbyły się już po raz czterdziesty - Dymarki Świętokrzyskie.
Nowa Słupia na dwa dni zamieniła się w centrum z epoki żelaza. Pomimo kapryśnej pogody w jubileuszu uczestniczyło kilka tysięcy osób. Ze względu na 40. rocznicę Dymarek Swiętokrzyskich organizatorzy wręczyli pamiątkowe statuetki oraz podziękowania dla wszystkich, którzy przez lata wspierali tę największą w województwie świętokrzyskim imprezę. Najważniejsza częsć jubileuszu odbyła się na piecowisku.

Historia Dymarek


Niemal pół wieku temu właśnie w tym miejscu rozpoczęły się badania nad starożytnym hutnictwem na ziemi świętokrzyskiej pod przewodnictwem, prof. Kazimierza Bielenina
i Mariana Radwana. W dn. 16 i 17 września w 1966 r. odbyły się po raz pierwszy
Dymarki Swiętokrzyskie. Pomysłodawcą Dymarek było grupa działaczy Zarządu Okręgu Polskiego Towarzystwa Turystyczno -Krajobrazowego w Kielcach.
Od tamtego momentu obchody organizowane są rok rocznie. W latach 70.
 do rozwoju Dymarek przyczyniło się również Towarzystwo Przyjaciół Górnictwa, Hutnictwa i Przemysłu Staropolskiego w Kielcach. Od 1998 r. jego rolę przejęła gmina Nowa Słupia, zaś w 2003'r. Dymarki Świętokrzyskie otrzymały od Polskiej Organizacji Turystycznej certyfikat w kategorii Turystyczny Produkt 2003.

Magia piecowiska
Na jubileuszu nie mogło zabraknąć prekursora Dymarek.prof. Kazimierza Bielenina. Inicjator przedstawił prelekcję dotyczącą wytopu żelaza w pierwszych wiekach naszej ery. Prace badawcze profesora kontynuuje dr Szymon Orzechowski, archeolog,pracownik Wydziału Historii Akademii Świętokrzyskiej w Kielcach, zajmujący się metalurgią żelaza w Górach Świętokrzyskich, ale również na ziemiach polskich na terenie prowincji rzymskich, zwłaszcza w Galii.-Od kilku lat ciężar gatunkowy prac archeologicznych.został przeniesiony ze stanowisk produkcyjnych, związanych z hutnictwem na stanowiska osadnicze - mówi dr Szymon Orzechowski. W tej chwili badamy rzeczy związane z osadnictwem, same osady, cmentarzyska. Profesor zajmował się głównie badaniami warsztatów hutniczych. Przebadał ich dostatecznie dużo, więc kolejny etap jest już związany ze sprawami ludzi, którzy się tym zajmowali. -Idea była taka, żeby odejść od tej formuły prezentacji tylko r wyłącznie w dobie eksperymentalnej na rzecz festynu archeologicznego,pokazującego różne· rzemiosła -mówi archeolog. Po to, aby pokazać ludziom jak wyglądało życie, chata, przygotowywanie pokarmu, metalurgia kolorowa, produkcja różnego rodzaju ozdób i jak robiono ceramikę. Zaprosiliśmy do udziału różnych archeologów, praktycznie z całej Polski, z Lublina, Rzeszowa, Krakowa i Warszawy i to właśnie oni pokazują wszystkie te rzeczy.
Na piecowisku każdy mógł się zapoznać z klimatem okresu pierwszych wieków. Służyła temu wspaniale wykonana sceneria oraz eksponaty, które są dokładnymi replikami ówczesnych czasów, począwszy od broni, poprzez ubiór kończąc na chatach i ich wyposażeniu.

Walki Rzymian
Bardzo dużym zainteresowaniem wśród gości Dymarek cieszyły się pokazy walk Rzymian z Barbarzyńcami. W pierwszym dniu jubileuszu zwyciężyli Rzymianie, ale już na drugi dzień role się odwróciły.  Po raz pierwszy na piecowisku można było obejrzeć jeden z obyczajów barbarzyńskich, jakim jest palenie zwłok poległego w walce wojownika.
Ponadto nie lada gratką okazała sję dla niektórych niewiast przejażdżka na żółwiu utworzonym z tarcz -legionistów rzymskich.

Pokaz rzemiosł
Nowością był także pokaz rzemiosł, które były wykorzystywane w świętokrzyskiej wsi na przełomie XIX i XX w. Uczestnicy Dymarek mogli obejrzeć pranie na tarze, prasowanie żelazkiem z duszą, wyplatanie koszy z wikliny, młócenie zboża cepami, klepanie kosy 'oraz cięcie drzewa. Co roku na Dymarki przyjeżdżają twórcy ludowi,
którzy sprzedają przez siebie wykonane wyroby z wikliny, drewniane rzeźby, gliniane naczynia, plecionki, woskowe świeczki i kompozycje kwiatowe. Organizatorzy w zaaranżowanej zagrodzie XIX -wiecznej nie zapomnieli także o żołądkach gości, którzy degustowali "prazoki" i zalewajkę ugotowaną w żeliwnym kociołku.
Dużą popularnością cieszyła się pajda ze 'smalcem, która zaspokajała nawet największy głód.
     O tym, że organizatorzy.Dymarek Świętokrzyskich dbają o miłośników dobrej muzyki wie każdy, kto choć raz tu był. I tak na małej scenie zaprezentowały się zespoły, które grają muzykę celtycką Już od kilku lat stałym gościem jest Kwartet Jorgi. Po raz drugi wystąpił Beltaine, grupa której niezwykłość brzmienia zapewniają celtyckie instrumenty: bouzuki, mandolina, skrzypce, whistle, bodhran, dudy goita plus ,rzadko spotykane instrumenty perkusyjne cajon, darabuka i djembe. Zaś duża scena gośc:I.a zaprzyjaźnione już z Dymarhmi Niwy i Bielinianki " W sobotnie popołudnie zagrala grupa The Postman, Zespół, który wykonał największe hity czwórki z Liverpoolu, czyli grupy The Beatles, Folk świata: rosyjskie przeboje. węgierski czardasz. k!imairlandzkie i szkockie. polili folk góralski, a nawet country to muzyka, którą wykonał Redlin.
Nie zabrakło również twórcy Międzynarodowego Festiwalu Piosenki i Kultury Romów w Ciechocinku Don Vasyla, a także Turnioków, którzy zagrali góralską muzykę na ostrą nutę. Ponadto humorem uczestników Dymarek bawił kabaret Widelec. Na koniec wystąpiła gwiazda sceny muzycznej Dymarek - zespół De Mono.
J.Boleń


ECHO DNIA Super Relaks 4 sierpnia 2006 Nr 181 (606)

Za tydzień w Nowej Słupi, w sercu Gór Świętokrzyskich można odbyć podróż w czasie i cofnąć się o dwa tysiące lat.
Dymarki zapłoną tak jakprzed tysiącami lat.

Odbywają się nieprzerwanie od 40 lat. Co roku zaskakują i pokazują
zupełnie nowe oblicze. W przypadku niektórych ludzi, przeszłość sprzed tysięcy lat zadecydowała o obecnym ich życiu. Dymarki Świętokrzyskie.
Jak wyglądały od swoich początków.
Dymarki Świętokrzyskie po raz czterdziesty!
Dymarki Świętokrzyskie to impreza, która jest organizowana od 1967
roku w Nowej Słupi, u stóp Łysej Góry. W tym roku odbędą się po raz 40.
U jej początków legły badania naukowe zapoczątkowane w 1955 roku przez
profesora Mieczysława Radwana. Główną częścią imprezy jest pokaz wytopu
żelaza metodą sprzed dwóch tysięcy lat. Ale od 2000 roku ważne miejsce
zajmuje prezentacja starożytnych rzemiosł. Festynowi archeologicznemu
towarzyszy pokaz i sprzedaż rękodzieła ludowego oraz liczne występy
artystyczne.
Płonące zbocza
   Rok pierwszy, dziesiąty, a może dwudziesty naszej ery. Gdzieś w Azji
Mniejszej dorasta i naucza Chrystus. Od strony dzisiejszego Ostrowca
Świętokrzyskiego w kierunku gór podąża grupa znużonych wędrowców. Jest
głęboka noc i ciemność. Chmury zakrywają niebo. Nie widać gwiazd,
a ziemi nie oświetla nawet słabe światło księżyca. Nagle zatrzymują się
zdumieni i przerażeni. W oddali na zboczach, gór widzą setki, może
tysiące migocących ogni, to słabnących, to znów świecących
intensywniej. Wędrow¬cy zaprzestają dalszej wędrówki. Czekają.
Przychodzi świt. Ognie bledną a na ich miejsce pojawiają się rozległe
smugi dymów. Pokrywające zbocza razem z poranną mgłą. Ciekawość
przezwycięża strach. Ruszają dalej na spotkanie nieznanego. Znajdują
gromady ludzi, kręcących się wśród ognia i dymu, zajętych bez reszty
swoją pra¬cą - w ten oto sposób dawne czasy w Nowej Słupi opisuje
Mirosław Gajewski, doktor nauk technicznych, metalurg, 'pracownik
Politechniki Świętokrzyskiej w Kielcach, a przede wszystkim
mieszkaniec Nowej Słupi. To właśnie w tym małym miasteczku,
płożonym u stóp Świętego Krzyża w sercu Gór Świętokrzyskich już
od 40 lat odbywa się wielki festyn archeologiczny pod nazwą Dymarki
Świętokrzyskie.
    Lokalizacja imprezy nie jest przypadkowa, w tych okolicach bowiem
odkryto duże skupiska żużlu, czyli materiału, który powstawał jako
produkt uboczny podczas wytopu żelaza. Jego badaniem zajmował się już
w latach 20. ubiegłego stulecia Jan Samsonowicz, wybitny polski geolog
po¬chodzący z Ostrowca Świętokrzyskiego, wykładowca Uniwersytetu
Warszawskiego, autor publikacji ,,Zarys Geologii Polskiej", członek
Polskiej Akademii Nauk. Jednak systematycz¬ne badania rozpoczęto
dopiero w 1955 roku. Początkowo prowadził je profesor Mieczysław
Radawan, zaś później zajął się nimi profesor Kazimierz Bielenin,
który po dziś dzień nadzoruje proces wytopu i fachowym komentarzem
opatruje pokaz.
Z wielkim rozmachem
    Pomysłodawcami pierwszych dymarek, które odbyły się w dniach 16-17
września 1967 roku, byli w dużej mierze działacze Polskiego Towarzystwa
Turystyczno-Krajoznawczego w Kielcach. Trzy lata później ich
organizacją zajęło się Towarzystwo Przyjaciół Gómictwa, Hutnictwa i
Przemysłu Staropolskiego w Kielcach. - Właściwie od samego początku
impreza była organizowana z 0gromnym rozmachem - wspomina Tatiana
Banaś, która jako sekretarz zarządu Towarzystwa, pracowała przy dymarkach
od 1975 roku. - To było coś nowego. Zostały postawione drewniane palisady
wokół terenu Piecowiska, wzdłuż ulicy Świętokrzyskiej zbudowano drewniane
stoiska handlowe, kryte słomą, gdzie swoje wyroby sprzedawali twórcy
ludowi.
Podczas Dymarek na widowni zasiadali generałowie ówczesnego Wojska
Polskiego, a także towarzysze z komitetu wojewódzkiego partii.
Zresztą władza komunistyczna przychylnym okiem patrzyła na tę imprezę.
Tu wystawiały się największe zakłady produkcyjne. Można było obejrzeć
wyroby SHL Kielce, starachowi¬ckiego Stara, czy Huty Ostrowiec.
W organizację zaangażowane były Naczelna Organizacja Techniczna czy
Izba Rzemieślnicza. Na czas trwania Dymarek sprowadzano do Nowej Słupi
duże ilości żywności, co krytykowała lokalna prasa. 2 października
1971 roku napisało: "nie jest rozwiązaniem rzucenie na cztery dni
kilkudziesięciu ton wędlin, ryb i innych' artykułów spożywczych,
gdyż są one kilogramami wykupywane przez pojedyncze osoby".
Co to jest dymarka i jak wytapiano przed wiekami żelazo
Dymarka, czyli piec dymarski typu kotlinowego - dawny piec hutniczy,
w którym przez redukcję tlenkowych rud żelaza, przy udziale węgla
drzewnego, otrzymywano żelazo w postaci gąbczastej, zawierającej żużel
Piec taki składał się z kotlinki, czyli jamy wykonanej w ziemi, której
głębokość nie przekra¬czała pół metra. W niej był magazynowany żużel
Nad kotlinką znajdował się szyb wysokości co najmniej 120 centymetrów, do którego ładowano na przemian rudę i węgiel drzewny. Bezpośrednio nad ziemią znajdowały się otwory dmuchowe, za pomocą których do dymarki wtłaczano powietrze. W takim piecu dymarskim uzyskiwano temperatury rzędu 1300 stopni Celsjusza.
Dymarkowy "wolny rynek"
Inaczej na to doposażenie sklepów patrzyli ci wszyscy,
którzy przyjeżdżali na Dymarki, zwłaszcza w drugiej połowie lat 70.,
gdy coraz po¬wszechniej wprowadzano kartki na żywność.
- Dużo osób wtedy przyjeż¬dżało nie po to, by zobaczyć jak przed
tysiącami lat wytapiano żelazo, ale żeby kupić konserwy, wędliny,
czyli to, czego na co dzień brakowało ¬wspomina Henryk Trepka,
mieszkaniec Nowej Słupi, regionalista.
Dymarkowy "wolny rynek" pamięta też Tatiana Banaś.
- Sama również korzystałam z oferty kiosków, do których sprowadzano
zaopatrzenie ze sklepów Gminnej Spółdzielni z okolicznych miejscowości
- przyznaje.
Jak wielkie znaczenie miały Dymarki pokazuje także fakt,
że w okresie stanu wojennego, gdy władze zakazywały organizacji
wszelkich imprez masowych, Dymarki nieprzerwanie i regularnie odbywały
 się co roku.
Choć Dymarki były organizowane w Nowej Słupi, miejscowość ta początkowo
tylko w niewielkim stopniu angażowała się w jej przygotowanie.
- Właściciele wszystkich domów położonych wzdłuż ulicy Świętokrzyskiej,
wokół której koncentro¬wał się festyn, obowiązkowo musieli wysprzątać
obejście, oplewić ogródki i obielić krawężniki - mówi Henryk Trepka.

Miss Dymarek
   Mieszkańcy Nowej Słupi korzystali z organizacji Dymarek na ich terenie.
Zarabiali na przykład na wypożyczaniu zwierząt do prezentacji. Jednak
nieraz bywało, że padali ofiarą na przykład żartów dymarkowych gości.
- Podczas Dymarek w latach siedemdziesiątych jacyś studenci wyprowadzili
gospodarzowi z obejścia krowę i napisali na niej "Miss Dymarek" -
opowiada Henryk Trepka. - Wzbudziło to ogromną sensację. Ludzie z
chęcią się z nią fotografowali, ale jak tylko o tej "atrakcji"
dowiedzieli się organizatorzy, zwierzę wróciło do właściciela.
Dymarki miały okresy świetności, które z pewnością przypadają na lata
70., ale niestety też momenty załamania. Pod koniec lat  90.
organizatorom coraz wyraźniej brakowało pomysłu na imprezę i pieniędzy.
Zła sytuacja ekonomiczna Towarzystwa doprowadziła w końcu do tego,
że w 1998 roku współorganizacją Dymarek zajęła się gmina Nowa Słupia.
Na początku 1999 roku Towarzystwo przestało istnieć, a jego miejsce
zajęło nowo powstałe Świętokrzyskie Stowarzyszenie Dziedzictwa
Przemysłowego w Kielcach. Od tego czasu zaczyna się renesans dymarek.
Ze Świętego Gaju do pieca

Nadal najważniejszą częścią imprezy pozostaje pokaz wytopu żelaza
w piecu dymarskim. A praca ta do najłatwiejszych nie należy.
Wie coś o tym Daniel Czernek, członek Stowarzyszenia, który już od
kilku lat pracuje przy piecu. - Na dzień przed imprezą zaczynają się
przygotowania glinianych cegieł, węgla, rudy. Piec trzeba wybudować,
a potem poczekać aż wyschnie. Wypalanie trwa całą noc i w tym czasie
konieczne jest jego doglądanie - mówi Daniel Czernek.
Zapytany, jak jest przy piecu, odpowiada, że gorąco, ale on nie che;
zmienić stanowiska pracy, zresztą przez dwa lata był kapłanem 
w Świętym Gaju i z radością wrócił na dawne stanowisko.
- Ogień zawsze był dla człowieka czymś pociągającym - tłumaczy
zainteresowanie pracą przy dymarce Andrzej Przychodni, członek
Stowarzyszenia. - Zresztą jest to najbardziej widowiskowa część wytopu
- dodaje Daniel Czernek. - Wtedy pojawia się najwięcej publiczności.
Poza tym od dymarki swój początek wzięła cała impreza.
   Daniel Czernek w 1999 roku pojawi się na plakacie promującym
Dymarki. Był wtedy przebrany za rzymskiego legionistę. - Zostałem
postawiony przed faktem dokonanym i dowiedziałem się o tym, kiedy już
wszystko było wydrukowane - opowiada. - Plakaty były w całym mieście.
W niektórych miejscach moja podobizna wisiała obok Znanego wokalisty
Andrzeja "Piaska" Piasecznego. Pewnego dnia' szedłem ulicą Śniadeckich,
a tu z naprzeciwka idzie "Piasek". Spojrzał na plakat, na mnie, i mnie
rozpoznał. Tak się poznaliśmy.
Niedościgniony wzór

Okazuje się, że miłość do pracy przy dymarkach jest... dziedziczna.
Od lat nad procesem wytopu żelaza czuwa doktor Szymon 0rzechowski z
Instytutu Historii Akademii Świętokrzyskiej w Kielcach, prezes zarządu
Stowarzyszenia. Od trzech lat przy piecu dymarskim pracują też dwaj
jego synowie -•Adam i Mikołaj.
- Choć, badania nad procesem wytopu węgla są prowadzone od ponad
pięćdziesięciu lat, a od czterdziestu lat są organizowane dymarki,
to nadal nie umiemy uzyskać żelaza w takiej formie jak nasi
przodkowie - wyznaje Andrzej Przychodni. - Ale dzięki temu ciągle mamy
impuls do prowadzenia kolejnych eksperymentów.
Siła złego na jednego

Odkąd teren Piecowiska przeszedł we władanie Świętokrzyskiego
Stowarzyszenia Dziedzictwa Przemysłowego zaszły duże zmiany.
Pojawiły się między innymi pokazy starożytnych rzemiosł. W 2001 roku
po raz pierwszy zapre¬zentowała się tu rzymska legacja. Inscenizacja
strać zbrojnych do¬starcza różnego rodzaju nieprzewidzianych sytuacji.
 Mamy kolegę, który zresztą co roku pojawia się na Dymarkach, jako
szewc, Marcin 0sojca - opowiada Andrzej Przychodni. - Kolega Marcin
bardzo chciał brać udział w walce, ale jak nikt inny miał szczęście
do nieszczęśliwych wypadków. Podcza.s pierwszego pojedynku między
barbarzyńyami, a Rzymianami Marcin szybko poległ. Padł ofiarą kolegi
barbarzyńcy, który tak się zamachnął drewnianym młotkiem na Rzymianina,
że uderzył w czoło biegnącego za nim Marcina. Wtedy ucierpiał po
raz pierwszy. Kolejne nieszczęśliwe' zdarzenie miało miejsce,
kiedy Marcin Osojca przemienił się w Rzymia¬nina. Napolicznik
rzymskiego hełmu spowodował skruszenie się ka¬wałka przedniego zęba.
To był ostatni test, w jakim Marcin brał udział. .Choć to człowiek
rosły, stwierdził;że te niebezpieczeństwa, na które był narażony,
za trzecim razem mo¬gą się skończyć źle - puentuje opowieść Andrzej
Przychodni.
 Życie zaskakuje
Pokazy walk, które oglądają widzowie są wcześniej wyreżyserowane,
ale życie czasami zaskakuje. Daniel Czernek wspomina pewny pojedynek,
jaki stoczył garncarz z legionistami. A poszło o kobietę. - Rzymianie
poszukiwali branki. Chcieli więc zabrać żonę garncarza - opowiada
Daniel Czernek. – Trzech żołnierzy nie mogło mu dać rady. Dopiero
czwarty użył podstępu i go wtedy go pokonali.

Zabawnych sytuacji dostarczają koledzy z drużyny, ale nieraz sporo
zamieszania wprowadzają sami widzowie. Dowodzi tego historia noża
wykutego z dymarkowego żelaza. - Nie do końca udało się nam pozyskać
je  metodą tradycyjną, ponieważ ostatecznie żelazo zostało wykruszone
na zimno przez naukowców z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Kowale
z huty w Nowej Hucie przekuli je na nóż i ten nóż był pokazywany przez
doktor Elżbietę Nosek pod¬czas Dymarek. Każdy mógł go wziąć do ręki
i dokładnie obejrzeć. Pewnego razu, na zakończenie ta¬kiego pokazu,
doktor Noskowa pro¬si o zwrot noża, a tu żadnej reakcji. Wszyscy spoglądają
po sobie i nic. Dopiero po dwóch latach do doktor Nosek zgłosiła się
pewna pani, która przyniosła nóż i przepraszała za syna, któremu ten
nóż tak bardzo się spodobał, że zabrał go do domu. Potem wstyd było
mu go oddać.
Pasja kształtuje życie

Na Piecowisku w Nowej Słupi możemy spotkać także kowala Wojciecha
Sławińskiego, który jest znakomitym przykładem tego, że pasja może
kształtować życie. - Jako mały chłopiec chciał mieć samodzielnie
wykonaną szablę - opowiada Andrzej Przychodni. - No i nauczył się
w sposób perfekcyjny kowalstwa. Teraz dla szerokiej gamy odbiorców
wykonuje' rekonstrukcje mieczy, szabli, noży, kuszy': dodaje.

Za tydzień w Nowej Słupi kolejne Dymarki Świętokrzyskie
i możli¬wość zobaczenia jak przed tysiącami lat wytapiano
w tej okolicy żelazo. Przy okazji szykuje się też wspaniała zabawa.
Wytop żelaza i koncerty gwiazd - De Mono, Don Wasyla i innych
w tym roku 40. Dymarki Świętokrzyskie odbędą się w dniach 12 – 13
sierpnia, czyli w sobotę i niedzielę za tydzień.
Na Piecowisku będziemy mogli zobaczyć proces wytopu żelaza w piecu
dymarskim, któremu będzie towarzyszyła prezentacja dawnych rzemiosł.
Po raz kolejny pojawi się legacja rzymska, która stoczy bitwę z
barbarzyńcami. Jest więc niepowtarzalna szansa na podróż w przeszłość.
Będą też wspaniałe występy artystyczne. Na małej scenie ustawionej
na Piecowisku wystąpią znane zespoły foklowe- Shamrock, Beltaine i
KwartetJorgi.
Jak co roku na dużej scenie pod lasem pojawią się gwiazdy polskiej
estrady. W tym roku będą to Don Wasyl w sobotę i De Mono w niedzielę.
Tradycyjnie zaprezentują się też zespoły ludowe z województwa
świętokrzyskiego.
Nowością tegorocznej imprezy będzie pokaz starych rzemiosł w zagrodzie
wiejskiej z przełomuX1X i XX wieku, w wykonaniu mieszkańców Cisownika
z powiatu koneckiego.


                                                   Dorota KLUSEK

 

ROK 2005

Tygodnik Starachowicki
23 VIII 2005 r. Nr 34 (608)

Dymarki Świętokrzyskie 2005       PRZEŻYJMY TO JESZCZE RAZ

Najlepsi twórcy

Podczas „Dymarek” rozstrzygnięto konkurs twórców ludowych  zainicjonowany przez organizatora imprezy – Gminny Ośrodek Kultury w Nowej Słupi. Powstały rzeźby o tematyce bożonarodzeniowej. Nagrody ufundowane przez GOK i sponsorów „Dymarek Świętokrzyskich” otrzymali:


I miejsce – Kazimierz Kopeć ze Starachowickiego Centrum Kultury,


II miejsce – Edward Janowski z Gminy Piekoszów.


Order prof. Bielenina przekazany do Muzeum

 

Podczas tegorocznych „Dymarek Świętokrzyskich” wysokie odznaczenie państwowe – Kazimierzowi Bieleninowi za „Wybitne zasługi w pracy naukowej w dziedzinie archeologii i działalność popularyzatorską” podczas majowej konferencji poświęconej obchodom 50 – lecia Badań nad Starożytnym Hutnictwem  Świętokrzyskim – zostało przekazane do muzeum w Nowej Słupi.


 Symbolicznego aktu przekazania go przedstawicielom Muzeum Techniki NOT w Warszawie, dokonała w imieniu prof. Bielenina wicewojewoda Joanna Grzela


Przed budynkiem placówki w Nowej Słupi prezentowano też wystawę autorstwa dr. Szymona Orzechowskiego orz Tomasza Wilhmana, poświęconą działalności prof. K.Bielenina i pamięci prof. Mieczysława Radwana. Wystawa obejmuje tematyką m.in. wyniki badań archeologicznych, część poświęconą świętokrzyskim hutnikom, inwentaryzację stanowisk żużla.


Wystawę można oglądać  do końca września br.


Folklor na „Dymarkach”

 

W czasie XXXIX „Dymarek Świętokrzyskich’ tradycyjnie już koncertowały zespoły ludowe regionu świętokrzyskiego. Patronat nad występami objęła Poseł Ziemi Świętokrzyskiej – Zofia Grzebisz – Nowicka.


Sobotnie prezentacje miały charakter konkursowy wśród najlepszych którym przyznano trzy równorzędne pierwsze miejsca znalazł się tam zespół wywodzący się z pośród członkiń


Odziału Terenowego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów w Nowej Słupi – „Wesołe Kumoszki” w składzie: Danuta Surgiel, Teresa Czerwińska, Krystyna Pietrzyk, Helena Wróblewska, Otolia Bernacka, Maria Partyka, Maria Styczeń, Honorata Czaja, Elżbieta  rożyna, Sabina Wróblewska, Irena Wojteczek, Maria Tatarek, Janina Tomczyk, Teresa Kosela.


Pozostałe wyróżnione zespoły to: „Bęczkowianie” i „Niwa”.


(M)


                                        * * *

Tygodnik Starachowicki

16.08.2005  Nr 33 (607) Rok XII


Za rok jubileusz


ŚWIĘTOKRZYSKIE DYMARKI 2005

 Tysiące turystów odwiedziło XXXIX edycję „Dymarek Świętokrzyskich” Dopisała pogoda, nie zawiedli też uczestnicy. Stałych amatorów ma stanowiący trzon imprezy pokaz wytopu żelaza oraz rekonstrukcja warsztatów starożytnego rzemiosła:


Wyrób szklanych paciorków, elementów uzbrojenia i broni, ozdób ze skóry.


Można było zobaczyć jak wytwarzano smołę i naczynia codziennego użytku. Całość pokazu


Opatrzono fachowym komentarzem naukowym. Specyficznego klimatu dodawała całość muzyka celtycka i folk w wykonaniu Beltaine, Forann i Kwartetu Jorgi.


Na scenie „Pod Lasem” od południa koncertowały zespoły ludowe z regionu świętokrzyskiego.


Prawdziwe tłumy fanów zgromadziły koncerty gwiazd.


„Kombi” zaśpiewał zarówno swoje dobrze znane przeboje, jak i najnowsze hity.Przy „Naszym pokoleniu ” pod sceną  „szaleli zarówno młodsi jak i starsi uczestnicy „Dymarek”.


       Równie gorące  emocje wywołał niedzielny występ „Lombardu” –usłyszeliśmy takie hity jak „Szklana pogoda” czy „Nasza pani z telewizji”.


Grzegorz Stróżniak przypomniał legendarny już przebój „Przeżyj to sam”.


W przyszłym  roku  jubileuszowa –czterdziesta edycja imprezy.


Jakie atrakcje przygotują dla nas organizatorzy? Wszystkich , którzy będą chcieli się o tym przekonać już dziś zapraszamy na czterdzieste „Dymarki świętokrzyskie ”do Nowej Słupi...


(M)

 

* * *

GAZETA WYBORCZA /Kielce
28 lipca 2005 NR 174.4877

"XXXIX Dymarki Świętokrzyskie"
Koncerty Lombardu i Kombii oraz wytop żelaza w piecach dymarskich to tylko niektóre atrakcje zbliżających się XXXIX Dymarek Świętokrzyskich

 W Nowej Słupi trwają gorące przygotowania do największej imprezy rozrywkowej w regionie. Uprzątnięto teren przed dużą sceną i zaproszono większość gwiazd, które wystąpią na niej 13 i 14 sierpnia.
- Impreza jest naprawdę duża. Przez dwa dni wystąpią zespoły liczące ponad 110 artystów. Spodziewamy się ponad 20 tysięcy gości - mówi Agnieszka Klusek z Gminnego Ośrodka Kultury, organizator imprezy.
 Tradycyjnie podczas "Dymarek" będą działały dwie sceny. Na mniejszej, ustawionej w pobliżu piecowiska, będą grały zespoły folkowe. W sobotę z muzyką celtycką wystąpi Beltaine, a w niedzielę Forann i Kwartet Jorgi. Inny rodzaj muzyki będzie dominował na dużej scenie "Pod lasem". W sobotę zagrają PtakY oraz Kombii, a w niedzielę m.in. Sweet Combo i Lombard. Z półtoragodzinnym programem wystąpi też zespół "Ballady w Kopydłowie".
 Na razie największą tajemnicą jest program prezentacji archeologicznej na piecowisku. W zeszłym roku można było zobaczyć m. in. rzemieślników wytwarzających dziegieć, złotnika i płatnerza. Główną atrakcją był wytop żelaza w piecach dymarskich, przygotowany przez Świętokrzyskie Stowarzyszenie Dziedzictwa Przemysłowego, oraz walki barbarzyńców z
Rzymianami.
 - Postaramy się, żeby w tym roku program archeologiczny był co najmniej równie atrakcyjny, bo wiemy, że wiele osób przyjeżdża specjalnie na wytop - zapewnia Klusek.

MARCIN SZTANDERA


ROK 2003

"Słowo Ludu"

12.08.2003


"DYMARKI TUŻ TUŻ"


Nowa Słupia. Golec Orkiestra, Kapela Warszawska Staśka Wielanka i wszystko o pradawnej sztuce wytopu żelaza – to atrakcje tegorocznych „Dymarek”.


Dwa tysiące lat temu na obrzeżach Góry Świętokrzyskich mieszkańcy tych ziem budowali ziemne piece dymarskie. Dwadzieścia wieków później na tym samym stoku Łysej Góry grupa badaczy odsłoniła relikty jednego z tysięcy piecowiski hutniczych, pozostawionych tu przez pradawnych metalurgów. W najbliższy weekend (16 – 17 sierpnia) starożytne piecowisko znów zatętni życiem. Będziemy mieć pełny obraz dawnej metalurgii żelaza od wydobycia rudy począwszy, przez budowę dymarek aż po wykuwanie narzędzi i ozdób. Obejrzymy też stanowiska garncarskie, warsztaty tkackie, obróbki skóry, kości i rogu, brązownictwa i złotnictwa. Przyjrzymy się produkcji dziegciu i smoły drzewnej oraz wytwarzania szklanych paciorków. Prezentacje będą odbywać się od godziny 9 do 17.

W programie Dymarek przewidziano tak że część rozrywkową: w sobotni wieczór wystąi Kapela Warszawska Staśka Wielanka, a w niedzielę – Golec uOrkiestra, Kwartet Orgii znakomity zespół z Bretanii – Duo Hopkins Thomas. Więcej informacji o dymarkowych atrakcjach szukajcie na łamach naszej gazety.

EWA

*  *  *


SŁOWO LUDU MAGAZYN nr 2299

8.08.2003

 
"DYMARKI ZADYMIĄ"

Już za tydzień w Nowej Słupi odbędą się XXXVII Dymarki Świętokrzyskie, impreza n której każdy może zobaczyć w jaki sposób przed blisko dwoma tysiącami lat starożytni mieszkańcy tych ziem wyrabiali żelazo.

Pierwszymi odkrywcami świętokrzyskich dymarek byli miejscowi rolnicy. W latach dwudziestych zorientowali się, że wykopane przez nich potężne bryły żużla zawierają sporo żelaza. Były to – jak się okazało – odpady ze starożytnej produkcji żelaza w piecach z glinianych cegieł.

Jak je uzyskiwano? Tego archeolodzy mogliby się tylko domyślać, gdyby sami nie spróbowali odtworzenia całego cyklu produkcyjnego. Odtworzyli i pokazali wszystkim nasze „żelazne korzenie”. Dziś ta starożytno – hutnicza impreza, nie mająca swego odpowiednika w kraju i unikatowa w skali Europy obrosła w dodatkowe atrakcje – co roku na dymarkach jest dużo muzyki i wszelkiej innej rozrywki, przyciągającej do Nowej Słupi tysiące ludzi.

W następny weekend starożytne piecowisko na terenie Nowej Słupi znów zatętni życiem. Przez dwa dni każdy znajdzie tam coś dla siebie: będą ludowe przyśpiewki, warsztaty dawnych rzemiosł – tkacki, garncarski, obróbki skóry.

Przez cały czas na dwóch scenach występować będą także rozmaite zespołu, a wieczorami zagrają specjalnie zaproszone gwiazdy. – Każdy znajdzie coś dla siebie – mów Agnieszka Klusek, szefowa Gminnego Ośrodka Kultury w Nowej Słupi. – Będzie folk bretoński, także rock i folklor miejski. Wystąpią klasyczne gatunki: Kwartet Jorgi i wspaniały duet z Bretanii Hopkins – Thomas. Zespołu Golec uOrkiestra nie trzeba przedstawiać, bo wszyscy pamiętamy ich przeboje z „Lornetką” na czele.

Nie lada gratką będzie tez sobotni występ Kapeli Warszawskiej Staśka Wielanka.  – Kolekcjoner, warszawiak w czwartym pokoleniu – dodaje Agnieszka Klusek – zwany jest „ostatnim Mohikaninem warszawskiego folkloru”, a sam o sobie mówi, że przejął pałeczkę po Grzesiuku. Muzyka Ludowa będzie dominowała w Nowej Słupi, ale nie wypełni całego programu, będzie też duża dawka muzyki współczesnej od popu po ostry rock.

 - Piękne jest to, że obok przeszłości jest na Dymarkach miejsce dla teraźniejszości, na to, czego ludzie potrzebują – mówi wójt Zdzisław Dudzie, - Czynimy starania o pozyskanie terenów w pobliżu piecowiska. Gdyby to się stało faktem, to staralibyśmy się o stworzenie w Nowej Słupi Świętokrzyskiego Centrum Archeologii Doświadczalnej. To nasze marzenie.

 *  *  *

„GAZETA WYBORCZA”

17.07.2003


„BEZ WYTOPU ANI RUSZ”

Na tegorocznych dymarkach będą pokazy wytopu żelaza sprzed tysięcy lat. Gmina Nowa Słupia, która organizuje imprezę, doszła do porozumienia ze stowarzyszeniem archeologicznym.


W ubiegłym tygodniu pisaliśmy o problemach samorządu w Nowej Słupi – z organizacji Dymarek wycofało się Świętokrzyskie Stowarzyszenie Dziedzictwa przemysłowego, które zajmowało się naukową oprawą. W tym roku archeolodzy ze stowarzyszenia zaproponowali gminie udział w imprezie, ale wyłącznie jako wykonawcy. Pod znakiem zapytania stanęła główna atrakcja Dymarek – prezentacja wytopu żelaza metodą sprzed 2 tysięcy lat. Gminny Ośrodek Kultury w Nowej Słupi nie był jednak w stanie spełnić żądań finansowych stowarzyszenia. Po naszym artykule mediacji w tej sprawie podjął się Jacek Kowalczyk, członek Zarządu Województwa Świętokrzyskiego. – Strony doszły do porozumienia, Archeolodzy wystąpią na Dymarkach jako goście – mówi Kowalczyk. Agnieszka Klusek, dyrektor GOK, także cieszy się z porozumienia. – Wytop żelaza będzie jednak główną atrakcją tegorocznej imprezy – mówi. – Ale nie jedyna. Podkreśla, że szczegółowy program imprezy; zaplanowanej na 16 sierpnia, będzie dopiero w przyszłym tygodniu. Na razie pewny jest występ zespołu muzyki dawnej Odpust Zupełny, kwartetu folkowego Jorgi oraz kapeli Duo Hopkins Thomas z Bretanii. – Bardzo się staramy, żeby impreza była tak samo udana jak w zeszłym roku – dodaje dyrektor Klusek.


MARCIN SZTANDERA

ROK 2001

SŁOWO LUDU
20 sierpnia 2001 r., Nr 192 (15676)

Wielki, jedyny w Polsce plenerowy festyn archeologiczny. Kiermasze i występy
Święto pod znakiem dymarek
Już po raz XXXV odbyły się Dymarki Świętokrzyskie – wielka impreza plenerowa o dużych walorach poznawczych i dydaktycznych. Jak co roku ściągnęły na nią rzesze uczestników.

 W tym roku podczas festynu archeologicznego na piecowisku organizatorzy zapewnili bardzo wiele atrakcji. Zaprezentowano wierną rekonstrukcję pełnego cyklu produkcyjnego. Dzięki pokazom wytopu żelaza i antycznych fachów uczestnicy czuli się jak na wycieczce w odległą przeszłość. Atmosferę tworzyły stroje ,ozdoby, narzędzia uprawiających dawne kunszty tkaczy ,złotników ,kowali czy dymarzy.
 W tym roku po raz pierwszy przedstawiono uczestnikom imprezy wszystkie elementy cyklu produkcyjnego. Zaczęto od wydobycia i przygotowania rudy i węgla drzewnego, poddania ich właściwej redukcji w piecach kotlinkowych, a skończono na obróbce kowalskiej. Przedstawiono również po raz pierwszy pracę całego zespołu pieców, w ramach tzw. piecowiska uporządkowanego. Obok pieców dymarskich zostały zbudowane mielerze- do zwęglania drewna i prażynki- do prażenia rudy. Zainteresowani mieli możliwość poszerzyć swoją wiedzę wytopie żelaza dzięki komentarzom prof. Kazimierza Bielenina i dr. Szymona Orzechowskiego.
 Wyczerpujących informacji zaintrygowani starożytnym hutnictwem udzielali również studenci i naukowcy z Akademii Górniczo- Hutniczej.
 Obok tradycyjnego wytopu żelaza prowadzono także eksperymentalny proces redukcji z pomiarem temperatury, wykonaniem analiz chemicznych i z badaniem stężeń gazów wydzielanych przez piec.
 Niemałą atrakcją dla odwiedzających było wejście legacji rzymskiej na teren piecowiska. W rolę oddziału rzymskiego z I i II w n.e. wcielili się studenci i wykładowcy UMCS w Lublinie. Zaprezentowali dawne uzbrojenie , a także sposoby walki i obyczaje Rzemian.
 W pobliżu piecowiska , na małej scenie prezentowały się zespoły grające muzykę folkową: Samheim, Scaur, Open Folk i Carrantuohill. Wiele osób z uwagą przysłuchiwało się muzyce korzeni: szkockiej , irlandzkiej czy celtyckiej.
 Na dużej scenie w pierwszej kolejności swój dorobek artystyczny prezentowały zespoły folklorystyczne z naszego województwa, m.in.: Wąchocczanie, Marcinkowianki, Rudkowianie. Zaprezentowały się Dominika i Patrycja Kosiarskie, a także zespoły: Kulig Grupa, działająca przy Gminnym Ośrodku Kultury w Rudkach, Wojciechowski Pazur&Company z Katowic, a także Domersi. Najwięcej jednak emocji wzbudziły występy gwiazd, którymi na tegorocznych „ dymarkach” były: Dżem, Brathanki i Mafia. Pojawienie się artystów na scenie wywołało jak zwykle falę okrzyków i radości. Ci, którzy stali z tyłu, a chcieli widzieć wykonawców, wdrapywali się nawet na dach strażackiego samochodu. Fani świetnie się bawili, śpiewając utwory ulubionych wykonawców, w górze często błyskały zapalniczki, a niejednemu zakręciła się łza w oku.
 Między koncertami organizowano konkursy. Jeden z nich nosił nazwę
„ Dymarkowe mistrzostwa skoków przez skakankę”. W nagrodę uczestnicy dostali czapeczki jednego z browarów, reszta zawodników – otwieracze.
 Chodząc po terenie, na którym odbywała się impreza, niejeden z uczestników zastanawiał się czy nie jest na pikniku przedwyborczym. Nie uda ło się przejść, aby nie uzbierać całego pliku ulotek.- „ Dymarki”  to fajna sprawa , ale za dużo w tym roku polityki. Odrywają tacy człowieka od wypoczynku, a my i tak wiemy, na kogo głosować – mówił jeden z uczestników zabawy.
 „Dymarkom” towarzyszyły także kiermasze handlowe i wystawy twórców ludowych. U sprzedających można było nabyć produkty wyplecione z wikliny, wypalone z gliny czy wyrzeźbione z drzewa – Jest duże zainteresowanie sztuką ludową, ale gorzej z kupującymi. Ludzie nie mają pieniędzy. Więc przychodzą, popatrzą i odchodzą – mówi Ryszard Gajewski, handlujący drewnianymi baba – jagami. Na stoiskach obok czarownic i drewnianych figurek można też było nabyć królujące na rynku pokemony i teletubisie.
 Zapytani o atmosferę „dymarek” przechodnie ogólnie mówili że są zadowoleni, aczkolwiek, jak zauważy Artur Wachowski, mieszkanie Gminy Nowa Słupia : - są tacy, którzy nie potrafią się bawić i to psuje zabawę. Już od wczesnych godzin południowych wiele osób chodziło mocno chwiejnym krokiem, wpadając na innych przechodniów. Nie obyło się też bez interwencji czy policji. Niepoważne zachowanie uczestników chcących jechać na dyskotekę do Disco Parku doprowadziło tez do tego, że nie odjechał podstawiony autobus.
 Jak powiedziała „Słowu” jedna z uczestniczek imprezy Barbara Roszkowiska : - Kramy widzi się na każdym festynie, tak samo występy różnych znanych zespołów. Ale to, co tutaj zostało zaprezentowane na piecowiskuj jest oryginalne. Wytopy żelaza, szycie skór, dawne tkactwo i złotnictwo – wszystkiego tego nie zobaczę nigdzie indziej.

AGNIESZKA KLUSEK

 *  *  *

GAZETA WYBORCZA (KRAJ)
20 sierpnia 2001 NR 193.3797

"LEGIONIŚCI NA DYMARKACH"

Blisko 20 tyś osób przyjechało w sobotę i niedzielę na XXXV Dymarki Świętokrzyskie w Nowej Słupi. Największą atrakcją tegorocznej imprezy – wielkiego festynu pokazującego, że w Górach Świętokrzyskich przed wiekami wytapiano stal – był oddział legionistów rzymskich. Przypomnieli oni rok 180, kiedy to 100 jeźdźców cesarza Domicjana dotarł prawdopodobnie aż w Góry Świętokrzyskie. Spore zainteresowanie wzbudził pokaz wytapiania żelaza metodą sprzed osiemnastu  wieków. Wystąpiły zespoły Dżem i Brathanki.

PIO
Więcej w „Gazecie w Kielcach”

*  *  *


ROK 2000

Tygodnik Starachowicki, Nr 34 (347), str. 13.

"DZIĘKUJEMY ZA DYMARKI" *  *  *


2 i 3 września 2000 r. w Nowej Słupi odbyły się XXXIV Dymarki Świętokrzyskie. Jest to impreza unikalna z racji walorów historycznych i naukowych oraz popularyzatorskich – każdy mógł zobaczyć wytop i wydobycie rudy żelaza. Jej rangę podnosi fakt, że na terenie gminy Nowa Słupia prowadzone były badania starożytnego osadnictwa.

            Dymarki połączone były z prezentacją miejscowej tradycji i ludowej twórczości, regionalnym folklorem. Nie zabrakło także godziwej rozrywki. Impreza spełniła także zadanie promocji całego regionu świętokrzyskiego.

Organizatorzy XXXIV Dymarek Świętokrzyskich: Urząd Marszałkowski w Kielcach z Józefem Szczepańczykiem, marszałkiem; Starostwo Powiatowe w Kielcach z Jerzym Gałką, starostą; Gmina Nowa Słupia ze Zdzisławem Dudzicem, Świętokrzyskim Stowarzyszeniem Dziedzictwa Przemysłowego z Szymonem Orzechowskim , prezesem.

Organizatorzy imprezy serdecznie dziękują patronom merytorycznym: instytutowi Archeologii uniwersytetu Jagiellońskiego i Akademii Górniczo – Hutniczej oraz patronom: Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Generalnemu Konserwatorowi Zabytków w Warszawie, wojewodzie świętokrzyskiemu Wojciechowi Lubawskiemu i Świętokrzyskiemu Wojewódzkiemu Konserwatorowi Zabytków w Kielcach Annie Piaseckiej, a także patronom medialnym: Telewizji Polskiej S.A. Oddział Kraków, Słowu Ludu i radiu Kielce S.A.

            Imprezę zorganizowano dzięki wsparciu licznych sponsorów, którymi byli: Almatur z Ostrowca Świętokrzyskiego, Nadleśnictwo ze Staszowa, z Daleszyc, z Ostrowca Świętokrzyskiego, z Łagowa, Auto – Skar ze Skarżyska – Kamiennej, Era GSM – salon firmowy z Kielc, FU Kisiel z Górna, IWBUD z Rudek, Poczta Polska, Świętokrzyska regionalna Kasa Chorych w Kielcach, SPGZOZ w Nowej Słupi, Warta TUiA O/Starachowice, Tengger – West AWA z Kielc, Zakład stolarski „Jodła” – Serwis i Zurych – Fundusz Emerytalny.

            Wszystkim patronom i sponsorom oraz strażakom, firmie ochroniarskiej i pracownikom urzędu Gminy w Nowej Słupi składamy serdeczne podziękowanie. Dzięki Waszej hojności i pracy mieliśmy możliwość zorganizować XXXIV Dymarki Świętokrzyskie


 „Echo Dnia”, 4 września 2000 r., Nr 205 (7334), str. 1, 9. 

„POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI”

    Z głębokiego szybu wydrążonego w ziemi wychodzą zmęczeni górnicy z całodniowym urobkiem rudy, niezbędnej do wytopu żelaza. Nieopodal ich współtowarzysze rozniecili już ogień w dymarkach i czekają na tę rudę. W sobie tylko znany sposób umieszczają je tam razem z węglem drzewnym i będą czekać aż wytopi się żelazo. Krzątają się teraz w zgrzebnych lnianych ubraniach i dmą miechy, cierpliwie przygotowując dymarki. Przygląda się im tłum ludzi z aparatami fotograficznymi i kamerami, dopytują o tajniki wytopu, bo nie jest to kadr z filmu, ale inscenizacja wioski starożytnych hutników z Gór Świętokrzyskich.

      W tym roku organizatorzy XXXIV Dymarek Świętokrzyskich zafundowali nam najprawdziwszy powrót do przeszłości. W sobotę i niedzielę w Nowej Słupi przenieśliśmy się w czasy pierwszych wieków naszej ery, kiedy to Kielecczyzna żelazem stała.

         Mieszkali tu wtedy starożytni hutnicy, produkujący żelazo dla odległych prowincji rzymskich i na oręż dla barbarzyńców walczących z Rzymem. Lata te to okres wpływów rzymskich, a kulturę ludzi zamieszkujących te hutnicze osady na terenach całych Gór Świętokrzyskich i część doliny Nidy nazwano przeworską.


Zapraszamy zatem na wyprawę w czasie, do Przeworskiem wioski starożytnych hutników. Odwiedzimy ich w pracy i w domu, podpatrzymy jak gotowali strawę, robili buty i jubilerskie ozdoby, tkali i wytapiali żelazo.


W Nowej Słupi stanęła starożytna hutnicza wioska

„PRZEKRÓJ”

 9 września 2001r. Numer 36/2933


„Tajemnice żużlowych kloców”


Dwa tysiące lat temu hutnicy z Gór Świętokrzyskich wytapiali żelazo metodą, której nikomu nie udało się odtworzyć.


To jedna z wielu pasjonujących zagadek cywilizacji. Starają się ją wyjaśnić archeolodzy i naukowcy z Wydziału Metalurgii i Inżynierii Materiałowej krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej.

        Profesor Kazimierz Bielenin zagłębia tajemnice starożytnego hutnictwa w Górach Świętokrzyskich od ponad 40 lat. Był młodym pracownikiem Muzeum Archeologicznego w Krakowie , kiedy w 1955 r. wykładowca AGH, inż. Mieczysław Radwan, poinformował dyrekcję muzeum, że na północnych stokach Gór Świętokrzyskich spotyka się przy drogach wyorane z pól dziwne kloce żużlowe, które być może są śladami starożytnego hutnictwa. Żużel nie był wtedy gratką dla archeologów. Co innego zapinka lub miecz. Ale inż. Radwan, zanim trafił na AGH, był metalurgiem-praktykiem, głównym technologiem huty w Ostrowcu, wicedyrektorem huty „ Pokój”. Zbadał kloce żużla, które chłopi wyorywali na polach, zwozili do huty w starachowicach i sprzedawali po 10 zł za tonę. Zawierały 50 proc. żelaza. Były doskonałym surowcem do wytopu.


        Mieczysław Radwan zadał sobie pytanie, jaka to technologia wytopu i z jakich czasów pozostawiła po sobie tak wyrażny ślad?


        Pojechał wraz z metalurgiem na rekonesans w Góry Świętokrzyskie. Tak zaczęła się dla profesorów Mieczysława Radwana i Kazimierz Bielenina przygoda ze starożytnym hutnictwem. Ich odkrycia mają duże znaczenie.


        Okazało się, że na północnych stokach Gór Świętokrzyskich istniał prężny ośrodek metalurgiczny. Piece wykorzystywano tylko raz. Po każdym wytopie żelaza pozostawał ślad w postaci kloca żużla. Na podstawie znalezionych śladów piecowisk oszacowano, że w pierwszych wiekach naszej ery działało tu około 300 tyś. Pieców dymarskich. Produkcja żelaza była tak duża, że wykraczała poza potrzeby lokalnych społeczności.

Żelaza ponad miarę

Średni warsztat hutniczy miał 60-80 piecowisk. Są takie, gdzie odkryto ich 200, a nawet więcej. Do jednego pieca wkładano 200 kg rudy. Należało ją wykopać i wozem zaprzężonym w woły przewieżć kilka kilogramów z kopalni. Trzeba też było ściąć i przetransportować drzewa, przygotować węgiel drzewny.


        Żelazo było produktem strategicznym, drogim i poszukiwanym. Jeden wytop dawał około 20 kg. Ze stu pieców – dwie tony. A na jeden miecz wystarczał kilogram. Więc ktoś musiał organizować produkcję i rynek zbytu.

        Zagadek jest więcej. Dlaczego jedne warsztaty liczą 60 piecowisk, a inne 200? Dlaczego rozmieszczone są na północ od Kamiennej, między Bodzentynem a Opatowem?

        Archeolodzy szukają też odpowiedzi na pytanie, gdzie trafiło żelazo wytopione w Górach Świętokrzyskich i jaki był związek świętokrzyskich dymarzy z Imperium Rzymskim?

        W obrębie osad odkrywa się srebrne denary Wespazjan I krajan z i w.n.e. Znajdowane są też skarby monet w Kamiennej. Czy więc może skarb 5 tyś. Denarów z Nietuliska Małego był depozytem przygotowanym dla odbiorcy nad Kamienną jako ekwiwalent za żelazo? . Wiele wskazuje , że docierało ono na teren prowincji rzymskich,  na pewno o świętokrzyskiej produkcji Rzymianie sporo wiedzieli. Żelazo mogło też służyć do produkcji broni dla barbarzyńskich plemion w czasie ich zmagań z Rzymem.

        Dr. Szymon Orzechowski, archeolog, przewodniczący Świętokrzyskiego Stowarzyszenia Dziedzictwa Przemysłowego, który kontynuuje badania prof. Bielenina, przypuszcza, że żelazo z Gór Świętokrzyskich mogło trafić nie tylko na południe, ale także, po upadku hut na Mazowszu, w strefę północną, do Gotów.

        Łamigłówkę rozwiązują metalurdzy i specjaliści inżynierii materiałowej. W starożytnych piecach dymarskich, gdzie ruda przechodziła proces redukcji, żużel zbierał się w zagłębionej w ziemi kotlince, a łupka żelaza kształtowała się nad żużlem. Starożytni hutnicy po prostu odkuwali, a kloc żużla pozostawał w ziemi jako ślad po piecu.

Upłynnić żużel

       Dziś nikt na świecie nie umie tak wytopić żelaza w piecu kotlinkowym.Choć znamy podstawy teoretyczne procesu, podczas próby wytopu starożytną metodą zamiast łupki powstaje z żużlowa bryła, w której zawieszone są ziarna żelaza.

         Nad uzyskaniem kloca żużla w piecu kotlinkowym pracują dr Ireneusz Suliga i dr  hab. Mirosław Karbowniczek z Wydziału Metalurgii i InżynieriiMateriałowej AGH.

Przekładają wiedzę archeologów na proces metalurgiczny. Stosują taką samą rudę jak w starożytności i jak sam węgiel drzewny. Budują dymarki z gliny. Eksperymentują. Mierzą temperaturę przepływu powietrza w piecu. Szukają topnika, który pozwoli upłynnić żużel.

         Rzecz w tym, że w starożytnymżużlu nie ma śladów topnika. Więc może jest jakiś naturalny? W ubiegłym roku przeprowadzili próby z popiołem z paproci: spalili ich ogromne ilości, i nic z tego.

        Coś upłynniało żużel w taki sposób, że osadzał się na dnie. Tylko co?- pyta dr Jerzy Suliga. W kotlince pieca możemy osiągnąć 800 stopni. Powinno być więcej, żeby upłynnił się żużel, ale nie więcej niż 1250, bo wtedy upłynni się żelazo . Może w dawnych czasach  wyższa była zawartość tlenu w powietrzu i w piecu osiągano wyższą temperaturę? Więc sztucznie napowietrzany piec i badany przepływ powietrza.

        W eksperymencie chodzi o to, żeby uzyskać żelazo metodą redukcji bezpośredniej – bez fazy ciekłej. To nie zelaż ma stać się surówką i spłynąć na dno ( jak we współczesnych metodach hutniczych), ale żużel, jak w starożytności. Idzie o znalezienie metody znanej dwa tysiące lat temu, a której nie potrafimy dziś zastosować.

        Eksperyment jest wpisany w program badawczy AGH. Założenie – zrekonstruowanie procesu dymarskiego. Po co? Dla dobra nauki.

MAREK MACIĄGOWSKI


                                            *  *  *

         W Nowej Słupi w sobotę i niedzielę stanęły chaty z drewnianej plecionki kryte słomianymi strzechami. Zamieszkiwali w nich ludzie, kobiety z dziećmi i mężczyźni. Wszyscy ubrani w zgrzebne szaty o prostym kroju, ręcznie szyte buty i popularne wówczas ozdoby ze skóry i żelaza. Mamy wrażenie jakbyśmy znaleźli się w środku teatralnego widowiska.

         W pierszej chacie dwie kobiety przygotowują właśnie obiad dla swoich mężów hutników. Mięso to dzika świnia. W pierwszych wiekach naszej ery nie mieszkały one w obórkach przy domach, ale ganiały wolne po lasach chaszczach. Żeby je zjeść, trzeba było najpierw upolować. Kobiety kroją mięso żelaznymi nożami, obok widzimy marchewkę, pietruszkę i kapustę. W drewnianej niecce grubo zmielona w żarnach mąka. Jedno z najlepiej zachowanych żaren obrotowych znalazł dwa lata temu w osadzie kultury Przeworskiem w Pokrzywnicy, kilka kilometrów od Nowej Słupi, Szymon Orzechowski, szef Wydziału Archeologicznego Państwowej Służby Ochrony Zabytków w Kielcach. Pochodzą z końca II wieku n.e. Uprawiano wówczas już pszenicę i żyto.

         Kilka kroków dalej pracują w swych warsztatach brązownicy, srebrnicy i złotnicy. – Stosujemy metodę na wosk tracony – tłumaczy Michał Majcher, archeolog z Warszawy przebrany za starożytnego brązownika. – kształt przedmiotu, który chcemy odlać, modelujemy w wosku pszczelim. Potem model oblepia się gliną i wygrzewa w ognisku. Wosk się wytapia i wypala. Zostaje po nim puste miejsce w glinie – forma w którą wlewamy roztopione brąz, srebro, złoto – demonstruje archeolog. – Żeby uzyskać większą temperaturę używano miechów – dmie w węgle żarzące się w ognisku. Jakiś malec przechyla się przez ogrodzenie chałupy i z niedowierzaniem dotyka brązowej zapinki w na pół rozłupanej, ciepłej jeszcze glinie.

         Obok pracuje kowal, robi sprzączkę do skórzanego pasa. Kowalem jest Wojciech Sławiński, konserwator zabytków z Warszawy. – Kowalstwo było czynnością magiczną. Kowal za pomocą ognia robił różne cuda, wyczarowywał coś z niczego. Do tej pory w Azji panuje przekonanie, że jest ważniejszy od szamana. Dlatego, że kowal może połknąć duszę szamana, a szaman duszy kowala nie – śmieje się. – A ponad to jest to jeden z najstarszych zawodów na świecie.

         Tuż przy kowalu młody człowiek za pomocą stempla bije rzymskie monety, takie, jakie znajdowano na Kielecczyźnie podczas wykopalisk. – Takich monet nie bito tutaj, stempel był za trudny do zrobienia – tłumaczy – Przywożono je z Cesarstwa Rzymskiego.

         Ale my już idziemy dalej, bo oto w następnej chacie widzimy pionowy warsztat tkacki. Metodami naszych pradziadów tka Katarzyna Szewczyk z Instytutu Archeologii UJ. – Tkaniny robiono wtedy z wełny i lnu – objaśnia. – Ciekawostką jest, że niektóre impregnowano, by chroniły przed deszczem, dodając sierść jeleniowatych. Filcowano, by były grubsze poprzez wielokrotne moczenie i suszenie.

         Naszą uwagę przyciąga przedziwne narzędzie pozwalające na błyskawiczne wywiercenie otworu w zwierzęcej kości. – To wiertarka – pokazuje rogownik z pobliskiego warsztatu rogowieckiego., prezentując wiertarkę z kamiennym ostrzem, starszą sprzed epoki żelaza i z żelaznym wiertłem . ta ostatnia spięta jest cienkim drutem. – To wtedy robiono drut? – pytają zaciekawieni widzowie. – Oczywiście – odpowiada rogownik. – Co w tym trudnego, wystarczy gorące, giętkie żelazo przeciągnąć przez niewielki otworek.

         Odwiedziliśmy jeszcze rzemieślnika szyjącego buty i odzianie ze skóry żelazną igłą i oczywiście hutników wytapiających żelazo.

         W hutników i rzemieślników wcielili się kieleccy archeolodzy i ich rodziny oraz Bractwo rzemiosł Dawnych „Ars Replica” z Warszawy.

         Żeby tradycji stało się zadość, słychać było celtycką muzykę, która ma te same korzenie. W tradycyjnych strojach wystąpiły: „Carrantuohill”, „Comhlan”, „Kwartet Jorgi” i „Open Folk”.

         A że współczesność lubi splatać się z historią u stóp Przeworskiem wioski rozłożyli swoje kramiki twórcy ludowi z całej Kielecczyzny, którym z kolei przygrywały teraźniejsze zespoły ludowe.

***

Oprócz zabawy widzom zafundowano również część naukową. Metalurdzy z Akademii Górniczo – Hutniczej w Krakowie przeprowadzili eksperymentalny wytop żelaza. Do dymarki podłączyli specjalne urządzenia pomiarowe, by wydrzeć starożytnym hutnikom tajemnicę wytopu żelaza.

         Nad całością czuwał prof. Kazimierz Bielenin z Muzeum Archeologicznego w Krakowie, nestor badań nad starożytnym hutnictwem na Kielecczyźnie. A organizatorami byli: Świętokrzyskie Stowarzyszenie Dziedzictwa Przemysłowego w Kielcach, Gmina Nowa Śłupia. Finansowali je generalny konserwator zabytków w Warszawie i świętokrzyski Konserwator zabytków.


Dorota KOSIARKIEWICZ

 

„Słowo Ludu”, 4 września 2000 r., Nr 205, str. 8.

 

Tajemnice wytopu żelaza, łazanki z kapustą i buty ze skóry


W czasie 34. już Dymarek Świętokrzyskich archeolodzy opowiadali publiczności, jak żyli ludzie w Górach świętokrzyskich w II i III wieku.

Najważniejszym pokazem była, oczywiście, prezentacja stosowanej w tamtych wiekach metoda wytopu żelaza. W centrum dymarkowego miasteczka odtworzono charakterystyczne dla świętokrzyskiego okręgu tzw. piecowisko uporządkowane, składające się z odpowiednio uszeregowanego zespołów pieców. Był to kiedyś bardzo skomplikowany proces metalurgiczny, którego odtworzenie dotychczas nastręcza naukowcom wielu problemów. Niezależnie od tej demonstracji, naukowego eksperymentu wytopu żelaza podjęli się naukowcy z Akademii Górniczo – Hutniczej w Krakowie.

– Zrekonstruowaliśmy taką samą dymarkę, jakich używano dwa tysiące lat temu i będziemy kontrolować temperaturę, skład wydzielanych przez piec gazów, dozowanie powietrza. Ciągle nie wiemy do końca, jak ówczesnym ludziom, przy użyciu tak prostych urządzeń udawało się uzyskiwać wysokiej jakości produkt – informuje dr inż. Ireneusz Suliga z Wydziału Metalurgii i Inżynierii Materiałowej AGH.

Nie zabrakło też atrakcji dla mniej zainteresowanych wytopem żelaza. Odtworzono chatę z tamtego okresu i odbywające się w jej obrębie gospodarskie zajęcia, wyrób ówczesnej biżuterii, pracę szewca, warsztat garncarza.

Przed półziemianką, wykonaną z plecionych gałęzi, z wejściem zasłoniętym skórą archeolog z warszawskiego Stowarzyszenia „Ars Replica” Katarzyna Ampt przygotowywała posiłek. Były to łazanki z mięsem i kapustą.

– Z badań archeologicznych wiadomo, jakie produkty spożywano, choć do końca nie orientujemy się, jak wyglądały ówczesne dania – mówi Katarzyna Ampt. – Z pewnością były to posiłki proste i sycące..

Pomagała jej Agnieszka Karchut, archeolog z Krakowa, która demonstrowała m.in. mielenie zboża w żarnach i pokazywała naczynia, używane w ówczesnych domostwach.

– Są to skromnie zdobione gliniane garnki, w których się jadło i przyrządzało posiłki – mówi. – dostojniejszym gościom podawano jedzenie w ciemnych, bardziej eleganckich naczyniach, pokrytych dla ozdoby warstwą grafitu.

Na jednym ze stoisk można było obejrzeć repliki ówczesnych srebrnych ozdób. Najczęściej miały kształt ozdobnego krzyża (ruskie i skandynawskie) lub zwierząt, będących ulubionym motywem celtyckim. Zawieszali je na szyi mężczyźni, natomiast kobiety nosiły zausznice i ozdoby przypięte do pasa.

Trzecioklasistka ze Starachowic Monika Jaszewska uczyła się, podobnie jak kilkoro innych dzieci wyrabiać na kole garnki. Obok zorganizowano warsztat, gdzie tradycyjną metodą wyrabiano zapinki i mosiężne bransoletki. Archeolog z Warszawy Marcin Osojca szył ze skóry buty. Wyglądały na bardzo delikatne i na dzisiejszych drogach pewnie by się rozpadły już po tygodniu.

– Mimo to te buty były dość trwałe, tym bardziej, że wtedy poruszano się po miękkim podłożu – twierdzi archeolog. – Aby je wzmocnić, cholewki natłuszczano, a podeszwy smołowano.

Jak zawsze w czasie dymarkowego święta, do Nowej Słupi ściągnęły tłumy turystów. Dodatkową atrakcją były dla nich stoiska ze świątkami, glinianymi garnkami, tradycyjnymi ludowymi zabawkami, wiklinowymi koszami.

Sumą 30 tysięcy złotych wspomogli, po połowie organizację „dymarek” – wojewódzki i generalny konserwator zabytków. „Dymarkom” patronowało „Słowo Ludu”

EWA ZIÓŁKOWSKA

 

                                         *  *  *

 Gazeta Wyborcza/ Gazeta w Kielcach/ Co jest grane      1 września 2000 r.

„KUJMY ŻELAZO…”


XXXIV Dymarki Świętokrzyskie

W sobotę i niedzielę w Nowej Słupi znów ożyją piecowiska sprzed dwóch tysięcy lat. Chociaż nie udało się potwierdzić hipotezy, jakoby nasi przodkowie wyrabiali żelazne pancerze i broń dla Rzymian, to nie ulega wątpliwości, że kultura, która opanowała w perfekcyjny sposób wytapianie żelaza, musiała stać na bardzo wysokim poziomie.


 ATRAKCYJNE „dymarki”

         W Górach Świętokrzyskich na przełomie starej i nowej ery działało centrum hutnicze – jedno z największych w barbarzyńskiej Europie. W ciągu 50 lat archeolodzy odkryli blisko czterysta tysięcy ziemnych pieców dymarkowskich, w których nasi przodkowie przetopili ponad 8 tys. ton rudy żelaza. Odbiorcami były prawdopodobnie plemiona barbarzyńskie handlujące z Rzymianami. Do dziś pozostaje tajemnicą, w jaki sposób naszym hutnikom udało się przy użyciu bardzo prostych urządzeń uzyskać żelazo tak wysokiej jakości.

         W trakcie tegorocznych, 34 Dymarek Świętokrzyskich najważniejszym punktem programu będą oczywiście pokazy uzyskiwania żelaza. Ale również dużą atrakcją będą pokazy życia codziennego ówczesnych mieszkańców Gór Świętokrzyskich. Wśród drewnianych wiat i chat krzątać się będą niewiasty, warzące jadło i napitki zgodnie z pradawnymi recepturami. Na miejscu przygotowywane będą również niektóre półprodukty, np. mąka na podpłomyki mielona z ziaren zbóż w prymitywnych żarnach kamiennych. Dla zwiedzających nie zabraknie również pieczonej dziczyzny.

Dymarki to również występy znanych zespołów folkowych, kapel ludowych oraz parodystów i muzyków. Swój przyjazd potwierdzili m.in. Małgorzata Ostrowska z nowym zespołem, Andrzej Rosiewicz z programem kabaretowo-muzycznym „Disco – Rżysko – Kalifornia” oraz znany parodysta Waldemar Ochnia. Zatańczy również zespół tańca celtyckiego z Krakowa Comhlan i grupa folkowa Carrantuohill. Będzie też wiele atrakcji dla dzieci.

KAS

                                       ROK 1997

Słowo na Dymarki


NOWA SŁUPIA 6 – 7 września 1997 r.


„Słowo Ludu”

To jest nasza szansa

 

Rozmowa z wojewodą kieleckim ZYGMUNTEM SZOPĄ


§                     Panie wojewodo czy był pan na Dymarkach Świętokrzyskich?


– Wstyd się przyznać, ale nie. Zawsze w tym czasie miałem albo żniwa, albo dożynki. W tym roku ponieważ objąłem patronat nad imprezą, będą już na niej na pewno.


§                     Ale „dymarki” są panu znane?


– Co roku wspomagam je finansowo i oczywiście doceniam rangę tej imprezy dla popularyzowania wiedzy o przeszłości regionu i w ogóle dla popularyzowania, i promowanie Kielecczyzny. Sprawa jest mi bliska także dzięki znajomości z profesorem Bieleniem, odkrywcą dymarek. Profesor obchodził w ubiegłym roku 40-lecie pracy naukowej.


§                     Nie da się ukryć, że nasze „dymarki’ wypadają trochę blado w porównaniu ze spotkaniami z archeologią organizowanymi w Biskupinie. Czy mamy szansę na takie rozkręcenie „dymarek” by mówiła o nich i przyjeżdżała na nie cała Polska?

§                     To prawda, że o Biskupinie głośniej, ale też trzeba przyznać, że Biskupin jest bardziej znany Polakom niż „dymarki”. Ja sam o Biskupinie uczyłem się w szkole, a o „dymarkach”, kiedy przyjechałem do Kielc. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by reklamować je równie mocno jak Biskupin. Pieniądze na ten cel się znajdą, ważne tylko by były pomysły, by znaleźli się hobbyści, którzy będą mieli pomysł na całą imprezę. Z tego co słyszę impreza ponownie nabiera rozmachu. Bardzo mnie to cieszy. Cieszę się również, że jednym z jej organizatorów została gmina. Dobrze, gdy samorządy lokalne widzą szansę w organizowaniu tego typu przedsięwzięć, to przecież czysta korzyść dla gminy. Każdy wizytujący „dymarki” zostawił gminie kilka złotych,

§                     Przy okazji „dymarek” okazuje się, że w gminie brakuje miejsc noclegowych, parkingów. Czy ktokolwiek z zagranicy pragnący inwestować na Kielecczyźnie, bierze pod uwagę możliwość budowy bazy noclegowej w tym regionie?

– Niestety, nie. Wydaje się, że w szybki zwrot kosztów w branży turystycznej nikt nie wierzy. Rozwiązania problemu upatruję wyłącznie w agroturystyce. Przykład śladowa, gdzie w wielu domach są pokoje dla letników i gdzie przez całe lato ruch ogromny, udowadnia, że jest to możliwe. Nowa Słupia na przecież jeszcze lepsze warunki od Śladowa, a Dymarki mogą być tą największą atrakcją w ofercie regionu.


Rozmawiała

LIDIA CICHOCKA


* * *


SPEŁNIENIE MARZEŃ


Rozmowa z prof. KAZIMIERZEM BIELENIEM z państwowego Muzeum Archeologicznego w Krakowie

u                 Panie profesorze czy to prawda, że nasze „dymarki” to unikat w skali europejskiej, a i podobnej imprezy nie ma na całym świecie?

–           Rzeczywiście, jest to największy okręg górniczo-hutniczy sprzed 2000 lat na terenach europejskich nie zajęty w przeszłości przez imperium rzymskie. Prawdą jest też, że podobnej imprezy nie ma. Niemcy próbowali robić coś na nasz wzór, ale zupełnie im to nie wypaliło.

u                 Czy dzisiaj, kiedy już po raz XXXI organizowane są „dymarki” odczuwa pan dumę i satysfakcję twórcy, bo to przecież pan był odkrywcą i badaczem stanowisk hutniczych w Górach Świętokrzyskich?

–           Ja mogę mówić o ogromnym szczęściu w życiu i spełnieniu marzeń. Rzadko, któremu badaczowi udaje się trafić na temat, który można kontynuować nawet przez kilka pokoleń. Kiedy w latach 50. zaczynałem badania na Kielecczyźnie, do głowy mi nie przyszło, że spędzę tu następne 40 sezonów. Myślałem, że mam do czynienia z pozostałościami pojedynczych piecowisk. Tymczasem lata badań udowodniły, że jest to potężny okręg górniczo- hutniczy, świetnie zorganizowany. Wydobywano występującą w tym regionie rudę żelaza i wytapiano ją. Z całą pewnością ludność zamieszkująca te ziemie, a zajmująca się hodowlą i rolnictwem, nie posiadała wiedzy górniczo- hutniczej sama w sobie. Nie wiemy skąd przybyli neolityczni hutnicy. Wiedza o sposobach przetwarzania rudy żelaza mogła przywędrować tu z północy, jak również południa. Znalezienie na tym terenie rzymskich monet potwierdzałoby handlowe kontakty z południem i uprawdopodobniło teorię, że stąd przywędrowała wiedza i umiejętność konstruowania dymarek. Góry świętokrzyskie mogły, więc być obszarem powiązanym z tzw. prowincją rzymską, mogły stanowić pewnego rodzaju zaplecze europy, a więc odgrywać naprawdę ważną rolę.

u                 Do badania stanowisk zaangażowano nawet studentów.

–           Tak, przez długie lata organizowaliśmy wspólnie z kielecką Wyższą Szkoła Pedagogiczną obozy archeologiczne. Była to wspaniała sprawa. Studenci w każdej z gmin przeprowadzali szczegółowy wywiad pytając gospodarzy o ślady żużli i skorup – fragmenty naczyń znajdowane na polach. Dzięki tej pracy przyszli nauczyciele historii mogli później być dla swoich uczniów wspaniałymi przewodnikami po historii regionu. A przy okazji na mapie przybyło 5 tys. kropek. Każda oznaczała stanowisko hutnicze, czyli działający przed wiekami warsztat.

u                 Czy równie dużo wiemy o ludziach, którzy przy tych warsztatach pracowali?

           Niestety, dopiero od kilku lat trwają prowadzone przez Szymona Orzechowskiego badania osad w Pokrzywnicy. Wyniki tych badań są bardzo ciekawe, że w jednym miejscu, jakby na skraju wsi, istniały warsztaty i piecowiska. Co ciekawe, piecowiska były uporządkowane i tak jakby w jednych robiono coś na własne, czy też lokalne potrzeby, a w tych o lepszym stopniu organizacji powstawały wyroby na eksport.

u                 Domyślam się, że z czystej ciekawości, a także dla celów naukowych spróbowaliście zrekonstruować dymarkę. Jak wypadły pierwsze próby?

–           Fatalnie. Wspólnie z metalurgiem, prof. Radwanem próbowaliśmy uruchomić taki piec, ale nic nam nie pasowało. Wszystko było wbrew współczesnej wiedzy metalurgicznej. Wreszcie jednak udało się, dymarka jest bardzo prostym piecem, daje jednak ciastowatą masę, którą można formować, kuć.

u                 Dzisiaj proces wytapiania żelaza każdy może prześledzić na wystawie w muzeum, w Nowej Słupi, a raz do roku obejrzeć na żywo.

–           To muzeum to kolejne spełnione marzenie. Kiedy odsłoniliśmy zespół piecowisk na skraju Nowej Słupi i przypadkowi ludzie zatrzymywali się w tym miejscu z ciekawością, pytając archeologów o szczegóły, zamarzyłem o wybudowaniu takiego centrum. W ciągu kilku lat muzeum stanęło, a później odbyły się pierwsze próbne wytopy i wreszcie w 1962 roku zorganizowano po raz pierwszy „dymarki”, imprezę popularyzujacą historię. Dla Kielecczyzny ma ona ogromne znaczenie, bo jest jedyna w swoim rodzaju i tak naturalnie związana z tym miejscem.

u                 Jeśli pańskie marzenia tak często się sprawdzają, to czy można wiedzieć, o czy pan teraz marzy?

–           Chciałbym żeby, na Kielecczyznę przyjeżdżali na obozy badawcze studenci z zagranicy. Byłby to najlepszy sposób na spopularyzowanie regionu poza granicami, a ze względów finansowych także możliwość dokładnego przebadania stanowisk. Nas samych nie będzie na to stać, a pracy jest tu dla kilku pokoleń badaczy.

u                 Dziękuję za rozmowę i oby także to marzenie stało się rzeczywistością.

LIDIA CICHOCKA

DYMARKI ŚWIĘTOKRZYSKIE

Od 1967 r. na terenie Nowej Słupi w drugą sobotę i niedzielę września odbywa się plenerowa impreza – Dymarki Świętokrzyskie.

Impulsem do jej organizacji stały się wyniki badań naukowych nad starożytnym hutnictwem świętokrzyskim.

         Badania te, prowadzone od 1955 r. wykazały, że właśnie w rejonie Nowej Słupi istniało w starożytności centrum produkcji żelaza w skali niespotykanej dotąd w Europie. Na terenie Gór świętokrzyskich istniało wówczas około 500 000ziemnych pieców dymarskich. Żelazo wytopione w dymarkach służyło nie tylko potrzebom miejscowych plemion, ale stanowiło także przedmiot wymiany handlowej z kupcami przybywającymi z imperium rzymskiego.

         Starożytne hutnictwo opierało swą produkcję na rudach pochodzących z kopalni wgłębnej. Ślady takiej kopalni odkryto w Rudkach z północnej strony Góry Hełmowej. Paliwem tego hutnictwa był węgiel drzewny produkowany w mielerzach zakładanych w pobliżu piecowisk.

         Pomysłodawcy pierwszej imprezy – działacze skupieni wówczas w Zarządzie Okręgu PTTK w Kielcach – mieli na celu przede wszystkim przybliżenie społeczeństwu efektów badań nad procesem wytopu żelaza.

         Pionierskie „dymarki” z 1967 r. okazały się przedsięwzięciem niezwykle trafnym, a ich model – z niewielkimi zmianami – funkcjonuje do dziś.

         Organizację „dymarek” od 1970 r. przejęło Towarzystwo Przyjaciół Górnictwa, Hutnictwa i Przemysłu staropolskiego w Kielcach, którego jednym z celów statutowych jest właśnie prowadzenie imprez związanych z tradycjami polskiej techniki górniczej i hutniczej.

         Głównym elementem Dymarek Świętokrzyskich jest eksperymentalny wytop żelaza odbywający się na tzw. piecowisku w zrekonstruowanych piecach. Wytopowi towarzyszą komentarze wygłaszane przez członków Rady Naukowej TPGHiPS – wybitnych znawców – prof. dr. hab. Kazimierza Bielenina z Krakowa, dr inż. Elżbietę Nosek z Krakowa i mgr. Szymona Orzechowskiego z Kielc. Każdy wytop zakończony jest rozbiciem pieca i prezentowaniem publiczności jego finalnego efektu. Poza tą istotną funkcją dydaktyczną „dymarki’ spełniają także rolę wielkiego, dostępnego dla szerokich rzesz turystów festynu.

          Od lat promują kulturę ludową Kielecczyzny, poprzez prezentację najlepszych zespołów folklorystycznych – śpiewaczych, obrzędowych i kapel. Na dwóch estradach usytuowanych na skraju Parku Narodowego występują zespoły ludowe i estradowe, kabarety, formacje taneczne.

         „Dymarki” są okazją do pokazania i przypomnienia zanikających rzemiosł, ginących zawodów. Do Nowej Słupi przyjeżdżają, co roku ceramicy, garncarze, kowale, tkaczki, wycinankarki, rzeźbiarze i malarze.

         Wystawy i kiermasze sztuki ludowej regionu świętokrzyskiego są stałym elementem programu imprezy.

         Dymarki Świętokrzyskie są także okazją do czynnego wypoczynku. Towarzyszą im rajdy turystyczne, zawody i gry sportowe.

         Organizatorzy co roku starają się wprowadzić do programu imprezy nowe, ciekawe elementy. W minionych latach były to wystawy przemysłu Kielecczyzny, aukcje staroci, kiermasze książek, wystawy plastyczne, turnieje i konkursy krajoznawcze etc.

         Po przeszło trzydziestu latach „dymarki” cieszą się nadal dużym powodzeniem. Odwiedza je zwykle kilkanaście tysięcy turystów z całej Polski i spoza jej granic. W świadomości społeczeństwa funkcjonują jako impreza związana ściśle z regionem świętokrzyskim. To dzięki „dymarkom” Nowa Słupia, jedna z wielu mało znanych osad, stała się dziś miejscowością wymienianą w folderach, podręcznikach związanych z turystykom, eksponowana jest na Targach Turystycznych i w publikacjach poświęconych starożytnemu hutnictwu.

        Tradycja organizacji „dymarek” weszła na stałe do kalendarza ogólnopolskich imprez. Wszystko wskazuje na to, że będą się one odbywać jeszcze przez wiele lat.

          W 1997 r. Dymarki Świętokrzyskie organizuje Towarzystwo Przyjaciół Górnictwa, Hutnictwa i Przemysłu Staropolskiego w Kielcach oraz Urząd Gminy w Nowej Słupi.

ROK 1970

Słowo Ludu str. 1 – 2

15 września 1970

Zakończył się Kielecki Festiwal Kulturalny


Nagrody dla najlepszych odtwórców folkloru

 W trzecim dniu „Dymarek” nastąpiło zakończenie największej w tym roku imprezy kulturalnej naszego województwa – Kieleckiego Festiwalu Kulturalnego, który trwał od kwietnia br. Jedną z naczelnych imprez festiwalowych był wojewódzki przegląd regionalnych zespołów pieśni i tańca oraz konkurs śpiewaków ludowych. W eliminacjach rejonowych i powiatowych wyłoniono najlepsze zespoły, śpiewaków ludowych i kapele Kielecczyzny. W ciągu 2 pierwszych dni „Dymarek” zespoły i śpiewacy występowali na estradach w Nowej Słupi. Ta rewia folkloru muzycznego Kielecczyzny cieszyła się ogromnym zainteresowaniem tysięcy turystów. Jednocześnie występy te oglądało jury festiwalu pod przewodnictwem Mariana Mikuty z Uniwersytetu Śląskiego, które przyznało nagrody w poszczególnych konkurencjach przeglądu. I tak w kategorii zespołów pieśni i tańca pierwsze miejsce przyznano zespołowi Zakładów Płytek Ceramicznych z Opoczna, dwa drugie miejsca otrzymały zespoły spółdzielni „Tkactwo Świętokrzyskie” z Bodzentyna oraz WSS z Opoczna, na dwóch trzecich miejscach sklasyfikowano zespoły Huty im. Nowostki w Ostrowcu Świętokrzyskim i Huty Szkła z Sandomierza. Ponadto 6 zespołów pieśni i tańca otrzymało wyróżnienia w kategorii śpiewaków ludowych. I miejsce przyznano Stefanowi Wyczyńskiemu z Lubczyk (pow. pińczowski), 2 miejsca otrzymały: Feliks Gajdzina i Halina Szelestowi z Dębskiej Woli pow. kielecki, a 3 miejsce Michalina Rygiel z Rzewuszyc (pow. włoszczowski). Pośród kapel ludowych najlepszy okazał się zespół Stefana Wyczyńskiego  z lubczyk przed kapelą  Józefa Ksera z Masłowa i Aleksandra Pastka z Jarosławic. Były również wyróżnienia dla kapel i śpiewaków ludowych.

Przed południem na estradzie obok szkoły wystąpiły nagrodzone [w konkursie] kapele. Folklor kielecki zainteresował nadspodziewanie wielu młodych odbiorców, którzy tłumnie oblegli scenę. Podobnie dużym powodzeniem cieszyły się występy zespołów pieśni i tańca na estradzie pod lasem, gdzie prezentowały swój program zespołu z …………………………………………………………

            Jak zwykle na „Dymarkach” czynny był kiermasz sztuki ludowej, wystawa strojów ludowych, wystawa przemysłowa i inne, których naczelną imprezą pozostaje nadal najbardziej tu atrakcyjny wytop żelaza według wzorów sprzed 2 tys. lat. Dzień wczorajszy zamknął występ Teatru im. Stefana Żeromskiego przedstawieniem plenerowym „Dziś do ciebie przyjść nie mogę”.

Słowo Ludu str. 1-2

14 września 1970


         …starachowickiej Fabryki Samochodów Ciężarowych, na której znalazły się m.in. najnowsze „stary”. Radomskie Zakłady im. „Waltera” przedstawiają na wystawie m.in. nowe typy maszyn do szycia oraz maszyny do szycia oraz maszyny do pisania. W sumie na wystawie znajdują się eksponaty kilkunastu zakładów przemysłowych Kielecczyzny.

Nie zważając na deszcz rudnicy uruchomili wytop żelaza, który uzupełniony był fachowym komentarzem objaśniającym praces wytopu według wzorów sprzed prawie 2000 lat. Przez trybuny przewinęło się tu znowu kilkadziesiąt tysięcy osób, które bez względu na złą pogodę przyjechały do Nowej Słupi z całego kraju. Organizatorzy obliczają, że w ciągu dwóch dni trwania „Dymarek” do Nowej Słupi przyjechało ok. 90 tys. turystów.

Gdy w południe przestało padać, rozpoczęły się imprezy widowiskowe. I znowu widzowie mieli okazję oklaskiwać wykonawców widowiska pt. „Waganci”, które przygotował znany reżyser teatralny Jerzy Ukleja. Na estradzie przy szkole wystąpiły kapele oraz zespoły pieśni i tańca z Kunowa. Natomiast na estradzie pod lasem popisywały się zespoły pieśni i tańca z Sandomierza, Opoczna i innych miast naszego województwa. Mimo niesprzyjających warunków występy te zgromadziły tysiące widzów.

Po południu rozpoczęło się również seminarium folklorystyczne dla działaczy kulturalno-oświatowych z całego województwa. Wczoraj wysłuchano m.in. referatu Piotra Gana na temat folkloru muzycznego Kielecczyzny. Dziś drugi dzień seminarium. Również dzisiaj rozpoczynają się „Dni młodzieżowe” na „Dymarkach’.

(tw)

*  *  *

Słowo Ludu  

13 września 1970

 Dziś i jutro na „Dymarkach – 70”

Godz. 12 – 18 – pokaz filmów o Kielecczyźnie (kinobus obok Muzeum Techniki)

16.30 – przemarsz rudników i kurników;

17         – rozpoczęcie seminarium folklorystycznego pracowników  k.o.;

18         – zakończenie wytopu i rozbicie dymarek;

19         – widowisko pt. „Dziś do ciebie przyjść nie mogę”;

21         – pokaz ogni sztucznych;


PONIEDZIAŁEK 14 WRZEŚNIA

9 – 12 – seminarium folklorystyczne dla pracowników k.o.;

9 – 17  – wystawa strojów ludowych Kielecczyzny (szkoła)m, wystawa prac malarza ludowego Józefa Fąfarskiego (szkoła), Jarmark świętokrzyski, kiermasz twórców ludowych, pokazy, gry i zabawy sportowe, wystawa przemysłowa;;

10:30    – przemarsz rudników i kurników;

11         – zapalenie kolejnych dymarek;

11 - 13 – konkurs na melodię i przyśpiewki ludowe połączony z występem kapel ludowych (estrada obok szkoły);

11 - 16            – pokaz filmów o Kielecczyźnie;;

14 – 17 – koncert laureatów Kieleckiego Festiwalu kulturalnego, poprowadzony przez Wojciecha Siemiona;


17 – przemarsz rudników i kurników;

18 – zakończenie wytopu i rozbicie dymarek;

19 – widowisko pt. „Dziś do ciebie przyjść nie mogę”;

21 – 23 – turniej tańca regionalnego (obok szkoły), pokaz filmów o sztuce (o kiermaszu), pokaz ogni sztucznych.


*  *  *


„Słowo Ludu” str. 1-2

9 września 1970

 u                Wojciech Siemion poprowadzi koncert laureatów

u                2500 miejsc noclegowych

            Podczas zbliżających się „Dymarek” nastąpi finał Kieleckiego Festiwalu Kulturalnego, głównej imprezy kulturalnej województwa w br. 12 i 13 września odbędą się występy najlepszych kapel naszego regionu (estrada przy szkole) jak i zespołów regionalnych (estrada pod lasem) Kapele i zespoły zostały uprzednio wytypowane na przeglądach powiatowych. W Nowej Słupi komisje oceniające przyznają nagrody i wyróżnienia dla najlepszych kapel i zespołów. Koncerty te prowadzić bęą – red. Piotr Gan i red. Waldemar Korejba. Natomiast 14 września odbędzie się wielki finałowy koncert laureatów Kieleckiego Festiwalu Kulturalnego, który poprowadzi znany aktor Wojciech Siemion. 15 września w Nowej Słupi wystąpią zaproszone kapele i zespoły pieśni i tańca z województw: rzeszowskiego, lubelskiego i krakowskiego, Zgodnie z zapowiedziami codziennie od 12 do 15 września występować będzie na „Dymarkach” teatr im. S. Żeromskiego z widowiskiem „dziś do ciebie przyjść nie mogę”


***

Dla twórców ludowych, biorących udział w kiermaszu zorganizowany zostanie konkurs na najlepsze wyroby i najlepiej udekorowane stoisko. Ponadto odbędą się konkursy na najszybciej i najlepiej wykonane wyroby ceramiczne, kowalskie i wycinanki. Demonstrowane będzie również kucie przedmiotów ozdobnych przez artystów kowali. Na kiermaszu występować będą kapele, śpiewacy i gawędziarze ludowi. Znajdzie się tam również stoisko „Domu Książki” z wydawnictwami regionalnymi i płytami z muzyką ludową. 14 i 15 września zorganizowany zostanie na kiermaszu pokaz filmów o sztuce ludowej. Nonstop prezentowane będą m.in. takie filmy jak – „Wędrówki świętokrzyskie”, „Łysogóry”, „Do Studziennej”, „Ceramika kielecka” i inne. Na wystawach strojów ludowych i prac Józefa Fąfarskiego odbywać się będą projekcje filmów: „Wędrówki świętokrzyskie”, „do Studziennej”, „Wesele bielińskie”, „A jak poszedł król na wojnę…”

Jak poinformowano nas w Zarządzie PTTK dla uczestników „Dymarek” przygotowano 2500 miejsc noclegowych w Nowej Słupi i okolicznych miejscowościach. Dotąd napłynęły zgłoszenia na 2 tysiące miejsc. Organizatorzy spodziewają się dalszych. Dlatego wszyscy mogący wynajmować pomieszczenia noclegowe proszeni są o zgłoszenia w PTTK i stacjach turystycznych w Nowej Słupi. Przygotowywana jest również baza namiotowa ze sprzętem ZHP i PTTK. Z zamówieniami noclegów należy się jednak spieszyć.

(tw)

 *  *  *

Słowo Ludu

4 września 1970

Wielki kiermasz twórczości ludowej

         W bardzo bogatym programie tegorocznych „Dymarek” szczególne miejsce zajmie tradycyjny kiermasz twórczości ludowej. Nie ma chyba potrzeby rozwodzić się na temat oryginalności wyrobów twórców ludowych naszego województwa. Cieszą się oni przecież wyśmienitą marką w całym kraju. „Dymarki” stały się nieoficjalnym festiwalem twórczości ludowej Kielecczyzny. A ponieważ jest to autentyczna sztuka mająca wielu zwolenników w całym kraju, należy się spodziewać, że trwający przez cztery dni (12 – 15.IX) kiermasz usatysfakcjonuje także samych twórców.

         Na drodze wiodącej z centrum Nowej Słupi do dymarek ustawione zostaną stoiska, gdzie można będzie obejrzeć i zakupić ludowe tkaniny, ceramikę, rzeźby, obrazy, wycinanki i inne wyroby amatorów piękna z całego województwa. Dużą atrakcją będzie prezentowanie przez niektórych twórców ludowych procesu powstawania tych dzieł.

         Nie sposób wymienić wszystkich twórców ludowych, którzy spotkają się podczas „Dymarek” w Nowej Słupi. Zaznaczamy tylko obecność niektórych. Tak więc swoje rzeźby prezentować będą znani i uznani twórcy – Adam Zegadło –Krzyszka, Józef Piłat z Morawscy i Marian Ule z Szałasu. Wycinankami zachwycać będą m.in. Anna Kobyłecka z Porąbki, i Weronika Stępniak z Libiszowa. Osobne miejsce należy się słynącym daleko poza granicami naszego województwa ludowym ceramikom. Do Nowej Słupi zapowiedzieli swój przyjazd m.in. Edward Goliat z Łagowa, Jan Głuszek i Stefan Sowiński z Chałupek. Dużym zainteresowaniem cieszyć się będą z pewnością wyroby ceramiczne twórców z Rędocina (pow. konecki) – Henryka i Wacława Rokitów oraz Stefana Kwapisza.

         Uzupełnieniem kiermaszu twórczości ludowej naszego regionu będzie otwarta w okresie „Dymarek” wystawa strojów ludowych Kielecczyzny. Będzie ona eksponowana w miejscowej szkole (polecamy zwłaszcza obejrzenie malowniczych strojów opoczyńskich). Również w szkole otwarta zostanie wystawa obrazów Józefa Fąfarskiego z Bodzentyna, którego oryginalne prace na temat historii naszego narodu, zafrapowały filmowców (twórczość Fąfarskiego jest tematem barwnego filmu „A jak poszedł król na wojnę…”

(tw)

 *  *  *                                               

Słowo Ludu

3 września 1970

Rewia zespołów regionalnych z kilku województw

         Jedną z najciekawszych imprez „dymarkowych” będą niewątpliwie występy zespołów regionalnych reprezentujących folklor muzyczny i taneczny kilku województw. Oczywiście przeważać będą zespoły z naszego województwa, które wyłonione zostały po eliminacjach powiatowych, organizowanych w ramach Kieleckiego Festiwalu Kulturalnego. Przeglądy w Nowej Słupi będą podsumowaniem imprez Kieleckiego Festiwalu Kulturalnego.

         Na estradzie przy szkole wystąpi 12 września 15 kapel z Kielecczyzny. Można tam będzie usłyszeć m.in. kapelę Wincentego Firmowskiego z Januszewic (pow. opoczyński), Edwarda Krzysztofika z Adamowa (pow. opoczyński) , Mieczysława Treli z Rożnicy (pow. jędrzejowski), Stefana Ostrowskiego z Gniewięcina (pow. jędrzejowski). W tym samym dniu na estradzie pod lasem wystąpią zespoły pieśni i tańca z bodzentyna, Radkowic, Białej Góry i Bielin. Przez cztery dni trwania „Dymarek” w Nowej Słupi wystąpi blisko 50 kapel i 16 zespołów pieśni i tańca (tylko z naszego województwa).

         Atrakcyjnie zapowiadają się występy zespołów regionalnych spoza Kielecczyzny. Swój udział w „Dymarkach” zapowiedziały już zespoły pieśni i tańca ze stalowej Woli i Białej Podlaski oraz województwa lubelskiego i krakowskiego.

         Warto nadmienić, że przegląd zespołów regionalnych przygotowany jest przez Wydział Kultury Prez. PRN w Kielcach. Scenariusz tych imprez przygotował Piotr Gan z Kieleckiej Rozgłośni Polskiego Radia.

(tw)

Słowo Ludu, nr 243 (7207) str. 1,2

31 sierpnia 1970

 u                 Niepokojąca cisza


u                 Fatalne drogi


u                 Pracuje 70 robotników


         W sobotę odwiedziliśmy Nową Słupię oraz tereny „Dymarek – 70”. Panuje tu niepokojąca cisza. Szczególnie dotyczy to porządków w mieście oraz remontu dróg. Próbowaliśmy dojechać samochodem osobowym do szkoły gdzie odbędą się występy zespołów regionalnych, spotkają się twórcy ludowi oraz otwarte zostaną dwie ekspozycje. Niestety, zamiar ten nie został urzeczywistniony. Droga nie tylko nie nadaje się do jazdy samochodem, ale nawet do przebycia pieszo. Jest to jedno, wielkie rumowisko kamieni. Podobny obraz przedstawia wybudowana przed rokiem droga do wystawy przemysłowej. Remontu podjęły się władze powiatowe. Do „Dymarek” zostały już tylko dwa tygodnie. Boimy się, że znowu remont przeprowadzany będzie w dzień i w nocy. Apelujemy też do mieszkańców Słupi o rozpoczęcie generalnych porządków.

         Koło szkoły zastaliśmy robotników budujących estradę. Położona na wierzchołku wąwozu będzie dobrze widoczna z dużej odległości a stojące za nią drzewa w połączeniu z efektowną dekoracją przygotowaną przez Jana Łęckiego, Adama Wolskiego i Władysława Łydźbę stanie się ładną oprawą całości.


         Od dziś do pracy przystępuje 50 robotników, którzy zajmą się renowacją wioski starosłowiańskiej, reperacją estrady pod lasem oraz zagospodarowaniem kiermaszu twórców ludowych, jak również montowaniem dekoracji. Organizatorzy mają kłopot ze zwerbowaniem do pracy ludzi znających ciesielkę. Chodzi przede wszystkim o fachowców umiejących budować domy.


         W sobotę byliśmy świadkami podpisania ostatecznej umowy między organizatorami „Dymarek” Dymarek Przedsiębiorstwem Oczyszczania Miasta. Chodzi o to, aby po każdym dniu trwania „Dymarek” w nocy szybko sprzątnąć Nową Słupię, łącznie z terenami imprezy. Sprawę tę załatwiono pozytywnie i należy sądzić, że w tym roku turyści nie będą narzekali na panujące na „dymarkach” brudy.


         Napływają już zgłoszenia od dziennikarzy z całego kraju na sesję poświęconą zabytkom techniki w służbie turystyki. Przypuszcza się, że przyjedzie ponad 70 dziennikarzy krajowych i zagranicznych. Mieszkać oni będą w Św. Katarzynie a na teren „Dymarek” zostaną przywiezieni autobusami. I na zakończenie dzisiejszej korespondencji wiadomość, że na „Dymarki” wybiera się 7 tys. górników i hutników ze Śląska.


(sp)

*  *  *

Słowo Ludu nr 242

30 sierpnia 1970

            Został już ustalony ostateczny ramowy program dymarek świętokrzyskich.

            Czołową pozycją w programie jest wojewódzki przegląd zespołów regionalnych, kapel i śpiewaków ludowych, który rozpocznie się 12 września o godz. 16.00, a zakończy 13 września o godz. 18. Przegląd odbywać się będzie na dwóch estradach: pod lasem i koło szkoły. Całość poprzedzi przepiękny korowód zespołów i kapel, który wyruszy od lasui przejdzie do szkoły.

            15 września poświęcony zostanie gościom – „Dymarek” – zespołom województwa krakowskiego, łódzkiego, lubelskiego i rzeszowskiego. Koncert rozpocznie się o godz. 9.00 i trwać będzie do zmroku.

            Podczas „Dymarek” czynne będą 3 wystawy.

            Teatr im. S. Żeromskiego codziennie o godz. 19.00 prezentować będzie adaptowane do plenerowych warunków przedstawienie pt. „Dziś do ciebie przyjść nie mogę”. Przegląd filmów krótkometrażowych o kielecczyźnie obejmie 15 pozycji.

            Dwa ostatnie dni „Dymarek” – 14 i 15 września – poświęcone są młodzieży tej okazji odbędzie się konkurs znajomości melodii ludowych naszego regionu oraz turniej tańców regionalnych

(Sp)

*  *  *

Słowo Ludu


22 sierpnia 1970

 


u                Kolorowe czapeczki


u                Znaczenie nie tylko turystyczne

 

 

O naszej świętokrzyskiej imprezie – („Dymarki – 70”)mówi się już w tej chwili nie tylko w znaczeniu turystycznym, ale i naukowym. Metodami wytopu żelaza sprzed 2 tysięcy lat zainteresowali się liczni naukowcy z całego świata. Zgodnie stwierdza się, że nigdzie podobnego wytopu nie dokonuje się, a „Dymarki” jako takie, są w świecie imprezą unikalną.

Aby uatrakcyjnić sam proces wytopu żelaza w bieżącym roku przeprowadzać się go będzie inaczej jak dotychczas. Pokazany zostanie cały cykl produkcyjny, począwszy od przywozu rudy, poprzez ładowanie dymarki, a następnie jej rozbijanie. Widowisko trwające ok. półtorej godziny, powtarzane będzie dwa razy dziennie – rano i w południe. Poszczególne fazy objaśnione będą przez fachowców.

            Dymarki poprzedziły dwie konferencje prasowe, w Warszawie i Krakowie, w których uczestniczyło 74 dziennikarzy krajowych i zagranicznych.

Na „Dymarki” przygotowuje się wiele ciekawych pamiątek a pamiątek m.in. specjalny medal, który będzie można otrzymać po okazaniu kuponu dołączonego do karty wstępu, które sprzedają wszystkie oddziały PTTK. Cena karty 20 zł dla dorosłych i 10 zł dla młodzieży. W sprzedaży będą również kolorowe, pomysłowe czapeczki.

(sp)


*  *  *

Słowo Ludu

20 sierpnia 1970

 „…popularność „Dymarek” na Śląsku


Zgłoszono przybycie trzech wycieczek zagranicznych


Recital Wojciecha Siemiona


            Przygotowywane przez Towarzystwo Przyjaciół Górnictwa, Hutnictwa i Przemysłu Zagłębia Staropolskiego oraz redakcję „Słowa Ludu” – „Dymarki – 70” biją pod względem popularności trzy dotychczasowe imprezy. Bardzo dużo pisze o nich prasa krajowa. Łącznie zamieszczono już ponad 90 informacji i artykułów.

            Szczególnie popularne są „Dymarki” w woj. Katowickim. Sprzedano tu już 6 tys. kart wstępu. Przy okazji informujemy, że bilety sprzedają wszystkie oddziały PTTK. Cena biletu wynosi 20 zł dla starszych i 10 zł dla młodzieży. Rady zakładowe proszone są o jak najszybsze, zbiorowe zamawianie kart wstępu.

            Na imprezę świętokrzyską zgłoszono już przybycie trzech wycieczek zagranicznych. Przyjazd swój zapowiadają naukowcy i historycy z wielu krajów. Pochlebne informacje o naszej imprezie zamieściło wiele pism krajów demokracji ludowej.

            Wiadomo już na pewno, że w „Dymarkach” uczestniczyć będzie niezwykle popularny aktor Wojciech Ciemion. Zapowiada on swój recital.

            Każdy dzień przynosi dalsze uzupełnienie programu „Dymarek – 70” i tak postanowiono, że w nowej Słupi, pod lasem urządzona zostanie karczma staropolska ze 100 miejscami konsumpcyjnymi. Będą w niej podawane potrawy z kuchni naszych przodków, sporządzone według oryginalnych przepisów zgromadzonych przez dr Tadeusza Przypkowskiego z Jędrzejowa. Wśród przysmaków znajdzie się m.in. zupa piwna i cebulowa.

(sp)


ROK 1969


„Słowo Ludu” 15 września 1969 r.


Ponad 60 tys. turystów w drugim dniu „Dymarek 69”


         Wczoraj, w drugim dniu, tradycyjnych „Dymarek 69” centralny region Gór Świętokrzyskich” przeżywal dosłowny najazd turystów. Nowa Słupia, gdzie odbywa się impreza, gościła do godzin popołudniowych, wg nieoficjalnych przecież obliczeń, ponad 60 tysięcy gości z całego kraju. Wśród turystów obecny był wiceprezes NK ZSL Józef Ozga – Michalski.

         Jak już informowaliśmy, tegoroczne „Dymarki” przebiegają pod znakiem dobrego rozplanowania przestrzennego, prawie doskonałej organizacji ruchu drogowego, pracy gastronomii, która uruchomiła 10 stałych, pomysłowo zorganizowanych, dobrze zaopatrzonych punktów zbiorowego żywienia; handel oferował wszystko, od zeszytów stukartkowych po kabanosy. Nie brakowało lodów, wyrobów mleczarskich. W kiermaszu twórczości artystycznej wzięło udział ponad 50 twórców ludowych prezentujących w olbrzymiej większości wyroby na naprawdę dobrym poziomie artystycznym. Rzecz jasna charakter imprezy nie wykluczał „odpustowych” wystawek, ale były one naprawdę zjawiskiem marginalnym.

         Dziś nieco szerzej na temat bardzo ciekawej i arcypożytecznej wystawy osiągnięć przemysłu metalowego Kielecczyzny. Pierwszą zaletą jest jej terytorialne umieszczenie. Nareszcie ekspozycja doczekała się (co postulowaliśmy w roku ubiegłym) osobnego miejsca, przejrzystego rozlokowania, a informacja w postaci plansz, wykresów, mówiących o dotychczasowej pracy i zamierzeniach zakładów wystawiających, z dokładnym opisem walorów technicznych i użytkowych eksponatów, była naprawdę dobra. Warto tu szczególnie podkreślić elementy obrazujące poczynania zakładów w realizacji uchwał II plenum KC. Jeśli chodzi o szczegóły, to pokazano w szerokim przekroju wszystkie wyroby będące chlubą kieleckich metalowców; od zastaw stołowych „Gerlacha” przez narzędzia i maszyny do szycia „Waltera”, krosna, maszyny rolnicze i rowery z ZM w Skarżysku, części do maszyn budowlanych z nowej fabryki w Końskich, cały zestaw urządzeń produkcyjnych przez odlewnię „Kamienna”, aparaturę chemiczną: „Armatur”, białogońskie pompy, po pralki, motocykle, wytłoczki i autocysterny na podwoziach nowych „jelczów” z SHL. Specjalne stoisko „stara”, gdzie zaprezentowano podstawowe typy produkowanych w Starachowicach samochodów ciężarowych, łącznie z pochodnymi. Supernowość – „star 200” z silnikiem wysokoprężnym o mocy 150 KM, nośności 6 ton, samochód będzie już wkrótce głównym typem produkowanym przez zakłady.

         Całość bardzo obrazowa szkoda, że tylko cztery dni, że mimo wszystko w całości imprezy nie mogła z naturalnych przyczyn być czołowym elementem ekspozycji. Rzecz na pewno do odrobienia. Dla ZO ZZ Metalowców duże brawa za organizację, dyrekcjom fabryk za współpracę, za pełną ekspresji oprawę propagandową.

         Rezerwujemy sobie prawo do oceny całości, z tej chociażby racji, że po minięciu kulminacyjnego punktu, jakim niewątpliwie były dwa minione dni, impreza trwa nadal. Zaobserwowano także kilka mankamentów natury od organizatorów niezależnej, jak chociażby styl bycia pewnej części tzw. młodocianych „turystów”, brak wody, po którą trzeba było jeździć aż do Bielin, przerwy w dostawie prądu, przy polowym charakterze urządzeń gastronomicznych, w których chłodzenie grało rolę podstawową itp. Wprowadzało to wiele zdenerwowania wśród organizatorów. Mamy tu na myśli ofiarnych działaczy PTTK, pracowników handlu, gastronomii, organów MO i wojska, jak zwykle nie szczędzących ani siły ani czasu.  Wielkie im za to w imieniu tysięcy prawdziwych turystów podziękowanie. Nie mniejsze dla zespołów uczestniczących w występach artystycznych, trwających bez przerwy, w różnych punktach Nowej Słupi.

(wg)

*  *  *

MAGAZYN "Słowa Ludu"   13 września 1969 r.

Znów płoną dymarki…

Od początków naszej ery, a może i jeszcze wcześniej, niosły się w ciągu stuleci w promieniu wielu mil od Łysej Góry, po zboczach i wzniesieniach, nie przemijające dymy. Mogło to wyglądać na jakoweś nieczyste sprawki, bo bożkowie pogańscy gęsto gnieździli się wówczas w okolicy. W swą……zaś i pomroce uwijały się okryte skórami postacie, diabłem wszystko zagasło, ziemia ostygła i schowała tajemnicę, aby je wydać dopiero w następnych wiekach. Odkrywać mianowicie zaczęła przemieszane z nią żużle. Natykali się na nie co krok orający pola chłopi i srodze narzekali, że utrudniają uprawę. Wybierali całe jego kloce i układali na miedzach, wysypywali na drogi, czasem użyli jako podwaliny pod budowaną stodołę czy stajnię. Aż wzięli żużel do ręki naukowcy. Okazało się wtedy, że jest to historyczne znalezisko. Żużel poświadczył, iż krzątanina wśród dymów przed dwoma tysiącami lat była nie czym innym jak ówczesnym prymitywnym hutnictwem żelaza……………

…………świętokrzyskiego hutnictwa dzisiejszym ludziom nawykłym do giętkiej stali wytapianej we wspaniałych martenach. Od dymarek wszystko to swój rodowód wiedzie. Jednak wabić będą przede wszystkim tańce, zakąski i jarmarki urządzone dla powszechnej uciechy, inni przstaną tam, gdzie dla nauki społeczeństwa rozpalone zostaną starożytne piecyki, a rozbite po 24 godzinach podtrzymywania w nich ognia – ukażą płynne żelazo. Dla tego właśnie widowiska chcieliby gęsto do nas zjeżdżać nawet zagraniczni goście.

              Była Ziemia Świętokrzyska w pierwszych wiekach naszej ery już tak wielkim ośrodkiem produkcji hutniczej, że można mówić, iż stanowiła unikat w Europie. Na zboczach – głównie północnych – pasma Gór Jeleniowskich i wschodniej połowy pasma Łysogórskiego, Łysogórskiego na północ sięgając aż po rzekę Kamienną, dymiły setki tysięcy ziemnych piecyków, ułożone w przemyślane ciągi. Był to też ośrodek bardzo sprawnie zorganizowany. ……… hutników poprzedzał………………… kończyła robota kurników. Ślady mówią, że choć piecyki były nieduże, a każdy służył tylko do jednego wytopu, który dawał w ciągu doby 14 kg żelaza o handlowej wartości z 200 kg rudy, żelaza topiono tyle, że mieszkańcy nie byli go w stanie zużyć wyłącznie dla własnych potrzeb. Handlowano więc nim nawet z odległymi krajami. W ziemi obok żużla odkopano bowiem rzymskie monety – denary Wespazjana i Trajana.

           O żużlu znajdowanym w obfitości na Ziemi Świętokrzyskiej napisał po raz pierwszy Stanisław Staszic w swoim „ Ziemiorództwie Karatów, gór i innych ziem i równin Polski” w 1815 roku, ale minęło od tej daty ponad sto lat, zanim zwrócił on na siebie uwagę naukowców. Byli nimi uczeni krakowscy, stał na nich czele profesor Mieczysław Radwan., który już dziś nie żyje. Ponieważ odkryto, iż wskutek niedoskonałości wytopu starożytni hutnicy pozostawili po tym żużlu do 50 proc. zawartości żelaza Przez kilkanaście lat między wojnami, obmyślano do niego przede wszystkim praktyczne zastosowanie, wywożąc go z pół dla powtórnego spożytkowania w hutach, nie tylko kieleckich, ale i śląskich. Dokładnych badań archeologicznych doczekał się dopiero w naszych czasach.

        Badania rozpoczęte przez prof. Radwana poprowadzili dalej pracownicy Polskiej Akademii Nauk i Muzeum Archeologicznego w Krakowie. Znakomitym znawcą wszelkich osobliwości starodawnego hutnictwa świętokrzyskiego, które poprzedzało rozwój hutnictwa średniowiecznego i przysporzyło naszemu rejonowi niezwykłej chwały, jest dziś dr Kazimierz Bielenin i on to będzie dawać ciekawym tę niezwykłą lekcję historii u stóp odwiecznej puszczy.

            Osiem piecyków, które kolejno będą się rozpalać i wygasać na oczach świadków jest tylko rekonstrukcją prawdziwych, ale sposób wytopu będzie w nich wiernie powtórzony. Fragmenty prawdziwych pieców naszej starożytności, te które znaleziono na skraju Nowej Słupi przy drodze na Święty Krzyż możemy…………………………


*  *  *

„Słowo Ludu”    13 września 1969

DYMARKI `69


Dziś początek wielkiej imprezy

         Dziś rozpoczynają się w Nowej Słupi III Świętokrzyskie Dymarki – wielka impreza naszego regionu, która zapowiadaliśmy szczegółowo w naszej gazecie. Potrwa ona – przypominamy – cztery dni, a wiec każdy chętny będzie mógł się na nią wybrać. Dokładny program, rozlokowanie poszczególnych imprez na terenie, warunki zaopatrzenia, jak również organizację dojazdu do Nowej Słupi podaliśmy już naszym Czytelnikom. Obecnie wszyscy będą mogli sprawdzić, jak wypadną starania organizatorów.

         Wśród tych ostatnich nie wymieniliśmy jeszcze Wydziału Kultury Prezydium PRN w Kielcach, który wziął na siebie ogromny trud zorganizowania połączonych z „Dymarkami” Dni Folkloru Świętokrzyskiego. Dzięki niemu będziemy oglądać oryginalne widowisko „Narodziny regionu”, występy zespołów amatorskich z powiatu kieleckiego i ciekawe konkursy (również dla publiczności) na estradach.

         Na pogodę organizatorzy „dymarek” nie mieli wpływu, miejmy jednak nadzieję, że nie popsuje nam ona planowanej zabawy.

(te)

*  *  *

„Słowo Ludu”    8 września 1969 r.

DYMARKI 69

u                Wszyscy chcą nas oglądać

u                Dekoracje w ręku plastyków

u                Coś z pamiątek

u                Będą ustronne budki…

Po dwóch konferencjach prasowych poświęconych III Świętokrzyskim Dymarkom – warszawskiej i katowickiej w ubiegłym tygodniu – można powiedzieć, że opinia publiczna kraju i nie tylko kraju, reprezentowana przez dziennikarzy, jest ogromnie zainteresowana tym co się dzieje w Nowej Słupi. Usłyszeliśmy energiczne postulaty, aby „Dymarki” wprowadzić do kalendarza imprez krajowych, a nawet międzynarodowych, co oczywiście pociągnęłoby za sobą trwałe zagospodarowanie terenu imprezy i korzystnie ustabilizowało podejmowane co roku wokół niej przygotowania. Naprawdę duże zainteresowanie okazali przedstawiciele biur turystycznych Europy wschodniej i zachodniej (ZSRR, Francji, Niemiec), Niemiec także przedstawiciele amerykańskich biur podróży. Ci ostatni chcieliby, aby „Orbis” traktował Świętokrzyskie Dymarki jako propozycje dla zagranicznej Polonii, a także dla innych obywateli USA i Kanady, ponieważ oceniają ją jako jedyną tego rodzaju na świecie.

Wszyscy oni zgłosili też od razu gotowość sprowadzenia na tegoroczne „Dymarki” wielu grup zagranicznych gości, z czego jednak organizatorzy musieli zrezygnować, nie czując się jeszcze na siłach sprostać temu zadaniu. Odwiedzą wiec w tym roku Nową Słupię prawdopodobnie tylko indywidualni turyści z zagranicy, natomiast obecnym przedstawicielom zainteresowanych agencji udzielano prawa filmowania wszystkiego, co się tam będzie działo.

            Aby zaspokoić zapotrzebowanie zwiedzających „Dymarki” na pamiątki dopuszczono do udziału w nich w ramach handlowego kiermaszu – obok artystów ludowych również naszych rzemieślników z ich własnymi wyrobami, które w jakiś sposób nawiązują do tematyki imprezy i regionu. Będzie wiec to jeszcze w tym roku pewna improwizacja, trudno też w takich warunkach mówić o dobrym poziomie tych wyrobów ale słyszymy, że już na przyszły rok organizatorzy „Dymarek” wcześniej przygotują zestaw pamiątek zaprojektowanych pod artystyczną kontrolą.

            Warto wiedzieć, w czyich rękach spoczywa oprawa plastyczna imprezy. Plakat „Dymarek” oraz karty uczestnictwa opracował art. mal. Zbigniew Kurkowski, dekoracje w całej Słupi SA udziałem Jana Łęskiego, inne prace wykonuje zaangażowany przez Komitet Organizacyjny zespół absolwentek Liceum Technik Plastycznych w Kielcach. Oprawę wystawy przemysłowej dają plastycy Zw. Zaw. Metalowców i zakładów biorących udział.

            Uwaga, informacja porządkowa. W tym roku oddaje się do użytku zwiedzających „Dymarki”, oprócz kilku ubikacji istniejących na terenie samej imprezy, 20 dodatkowych pomieszczeń „00”udostępnionych przez okolicznych mieszkańców. Nie wątpimy, że będą one utrzymane w permanentnej czystości. Prowadzić do nich będą drogowskazy i stosowne napisy zachęcające do korzystania…

(te)

*  *  *

„Słowo Ludu”    7.09.1969

DYMARKI 69  <<ŚWIATŁO I DZWIĘK>> w Nowej Słupi

         Wieczorne widowisko plenerowe pod lasem, które właściwie można by przyrównać do modnych w świecie imprez „światło i dzwięk”, będzie – jak już zapowiadaliśmy – jedną z najbardziej atrakcyjnych pozycji programu tegorocznych Świętokrzyskich Dymarek. Trzecie z kolei (każde „Dymarki” miały swoje przedstawienie na świeżym powietrzu), będzie jednak zupełnie inne. Pierwsze w 1967 roku, było – przypomnijmy – impresją starosłowiańską, zeszłoroczne oparto na folklorze naszego regionu, w obecnym sięgnięto do odmiennych tradycji, również bardzo nam bliskich. Ujrzymy mianowicie rzecz o polskim losie żołnierskim w latach II wojny światowej. Twórcami przedstawienia jest (podobnie jak przed dwoma laty) tandem autorsko – reżyserski: Ryszard Smożewski i Jerzy Ukleja (z Katowic). Choreografię opracował Mikołaj Opaliński (z Krakowa).

         Od Ryszarda Smożewskiego uzyskaliśmy właśnie trochę dokładniejszych informacji o przedstawieniu i o stanie czynionych do niego przygotowań. Próby zaczynają od poniedziałku, tzn. od jutra, nie ma co ukrywać, że warunki pracy reżyserów i aktorów są trudne, przede wszystkim w sensie technicznym Mimo dobrej woli i pomocy różnych osób i instytucji nie wszystko jest na miejscu, nie wszystko działa tak, jakby należało. Próby będą odbywały w nocy, noce są już zimne, trzeba więc będzie również koordynacyjnie zadaniu sprostać. Ale, oczywiście, artystom nie wolno tracić ani na chwilę entuzjazmu.

         Tytuł I części widowiska, zatytułowanej „Puszcza wszystko ludzkie zna i pamięta”, rozgrywanego na brzegu Puszczy Jodłowej, zaczerpnięty został z opiewającego ją utworu Stefana Żeromskiego. Będzie to żołnierski apel wspomnień, podczas którego z oświetlanego reflektorami lasu, przy dźwięku werbli, przy wtórze znanych nam starych i nowych żołnierskich piosenek oraz poetyckich recytacji, wyłaniać się będą przed widzami postaci bohaterów walk i tragedii, jakie przeżywaliśmy w okresie od  1939 do 1945 roku. Znów więc staną przed nami obrońcy Westerplatte i piechur z pamiętnej bitwy nad Bzurą w 1939 roku, (uczestnicy dramatycznej obrony stolicy, potem żołnierze Hubala, inni partyzanci, których pamiętamy, powstańcy warszawscy z roku 1944, żołnierze spod Monte Cassino i Tobruku, żołnierze I Dywizji Kościuszkowskiej i przedstawicieli tych, którzy nam wówczas pomagali – oficer radziecki.


         II część widowiska , zatytułowana „Dziś” została pomyślana jako choreograficzna inscenizacja 4 współczesnych wesołych piosenek wojskowych. Przy feerii świetlnych rac ujrzymy…

         Nie, no, wszystkiego nie można od razu widzom powiedzieć.

         Skład występującego zespołu: 25 aktorów teatralnych, 10 artystów spoza teatru, 50 osobowy oddział żołnierzy, 5 jeźdźców ze stadniny w Kurozwękach, oczywiście każdy na koniu, poza tym – lotnicy w samolocie, z którego będą skakać i dokonywać zrzutów.

         Autorzy przedstawienia aby nie można było im zarzucić, że uchylają się w którymkolwiek momencie od odpowiedzialności za to, co robią, wystąpią również sami przed publicznością – w grupie partyzantów.

         Po smutnych doświadczeniach lat ubiegłych nasz rozmówca zwątpił mimo wszystko w jeden szczegół, że uda się w tym roku zapalić o zmroku na wzgórzach dookoła Słupi, jako nastrojową zapowiedz przedstawienia, starosłowiańskie wici. Znów coś zamoknie, coś się nie skoordynuje…” Ale jeśli się uda, to – państwo sobie wyobrażają?!

(te)

ROK 1968

 *  *  *

„Słowo Ludu”    15.IX. 1968


u                 Tysiące turystów z kraju i zagranicy

u                 Konfrontacja osiągnięć regionu

u                 Przedstawiciele władz centralnych, naukowcy, dziennikarze

Płoną <>


         Wczoraj w Słupi Nowej rozpalono już po raz drugi w erze nowożytnej starosłowiańskie piece hutnicze. Rozpoczęła się dwudniowa impreza pod nazwą „Dymarki-68”

         Przy dymach ognisk, które zapłonęły na najwyższych szczytach Gór Świętokrzyskich uroczystość otworzył przew. Prez. WRN mgr Aleksander Zarajczyk w towarzystwie przew. GKKFiT – Włodzimierza Reczka, rektora krakowskiej AGH – prof. Kiejstuta Żemajtisa, wiceministra przemysłu ciężkiego Ryszarda Trzcionki, członka egzekutywy KW PZPR w Kielcach, Komendanta Wojewódzkiego MO inż. Aleksandra Borysiewicza, przedstawicieli nauki, wojewódzkich władz partyjnych i administracyjnych, władz powiatowych, kierownictwa PTTK i „Słowa Ludu” – organizatorów imprezy.

         Po rozpalenia ognia w odtworzonych przez specjalistów „piecach” hutniczych sprzed 2 tysięcy lat, przedstawiciele władz, zaproszeni goście i tysiące turystów z województwa, kraju a także zagranicy, zwiedzali wystawę osiągnięć przemysłu metalowego Kielecczyzny. Piękna konfrontacja rozwoju regionu! Od tych, dymiących czadem drzewnym dymarek, przez nowe typy samochodów „STAR”, nowoczesne maszyny rolnicze z Kunowa, SHL –owskie nowości, najnowocześniejsze modele maszyn do szycia „Waltera”, liczenia z firmy „Meso” do nowoczesnych wyrobów suchedniowskiej FUT włącznie. Wielkim zainteresowaniem wśród turystów cieszyło się rozbudowane w tym roku Muzeum Starożytnego Hutnictwa im. A. Radwana.

         Organizatorzy, którym za niewątpliwy sukces zapisać należy sprany przebieg pierwszego dnia (łącznie z atrakcjami pirotechnicznymi), przygotowali dla zebranych wiele atrakcji. Starosłowiańska osada, ostrokoły i bramy strażnicze, odtworzone prasłowiańskie stroje, pełna informacja na każdym punkcie ekspozycji – to coś, czego tak brakowało w roku ubiegłym.

         Handel, w szerokim znaczeniu tego słowa, w pierwszym dniu zdał egzamin na medal. Trzeba tu podkreślić wielki wysiłek władz wojewódzkich i powiatowych, (z przewodn.  Prez. PRN Janem Kossowskim) które pomagały organizatorom ze wszystkich sił.

        Plusy te podkreślili także przedstawiciele prasy z całego kraju, na zorganizowanej wczoraj konferencji prasowej.

         Tysiącom turystów zapewniono atrakcje do późnych godzin wieczornych. Oby tak dzisiaj!

wg)


 *  *  *

Słowo Ludu”    14.09.1968

DYMARKI - 68

Zapalone wici na szczytach Łysogór, na Górze Chełmowej, Jeleniowskiej i Skoczyńskiej zapowiedzą dziś w sobotę 14 września rozpoczęcie w Słupi Nowej najpiękniejszej z imprez – „DYMAREK ŚWIĘTOKRZYSKICH 1968”. Impreza ta zdobyła w roku ubiegłym I miejsce w konkursie „Expresu Wieczornego” – „Jadą goście, jadą!”. Wszystko wskazuje na to, że i w tym roku będzie bezkonkurencyjna, i że do Słupi Nowej ściągną tysięczne tłumy nie tylko z naszego, ale i z innych województw kraju.

W Słupi Nowej przed kilku laty odkryto kilkaset stanowisk dymarek, czyli po prostu prastarych pieców hutniczych. W takich ziemnych piecach przed 2 tysiącami lat Słowianie wytapiali pierwsze żelazo, które potem sprzedawane było prawie całej Europie.


PRZYPOMINAMY: Gospodarzem tegorocznych „Dymarek” jest PTTK, współorganizatorem nasza redakcja – „Słowa Ludu”.

        Impreza ta zyskała sobie mecenat załóg robotniczych, czołowych zakładów przemysłowych Kielecczyzny.


PROGRAM DWUDNIOWEGO WIDOWISKA PRZEWIDUJE:


v      W Słupi Nowej otwarta zostanie wystawa pod hasłem; „Przemysł metalowy Kielecczyzny prezentuje swój dorobek przed V Zjazdem PZPR”,


v      Jarmark i kiermasz wyrobów artystycznych. Wszystkie kramy zbudowane będą w stylu regionalnym, kryte strzechą, a obsługa kramów wystąpi w barwnych strojach kieleckich;


v      Twórcy ludowi bęą na oczach turystów wytaczali dzbany i misy, kuli lichtarze, wytapiali broszki, papierośnice ze słomy, rzeźbili drewniane figurki;


v      Występy słynnych zespołów ludowych z Bielin, Bodzentyna, Cisowa, Dębskiej Woli i wielu innych miejscowości;


Podobnie jak przed rokiem jedną z głównych atrakcji „Dymarek 68” będzie zrekonstruowana prasłowiańska osada leśna na zboczu Łysej Góry. W niedzielę wieczorem, 15 września odbędzie się barwne widowisko folklorystyczne z udziałem dziesiątków wykonawców.

OTO MINUTOWY PROGRAM IMPREZ:

1 DZIEŃ – 14.IX.1968 R. (SOBOTA)

GODZ. 15.00 – rozpalenie wici na okolicznych wzgórzach,

GODZ. 15.30 – otwarcie imprezy w miejscu wytopu dymarek przez przewodniczącego Prezydium WRN mgr Aleksandra Zarajczyka. Rozpalenie dymarek.

GODZ. 16.00 – otwarcie wystawy „Przemysł Metalowy Kielecczyzny 1968” dzienny pokaz sztucznych ogni.

GODZ. 16.30 – występy zespołów artystycznych. Otwarcie kiermaszu  handlowo-regionalnego.

GODZ. 19.30 – Widowisko regionalne

GODZ. 20.00 – pokaz ogni sztucznych


II DZIEŃ 15.IX.1968 r. (NIEDZIELA)

GODZ. 10.00 – otwarcie osady prasłowiańskiej

GODZ. od 10 do 19.00 – występy artystyczne zespołów regionalnych

*  *  *

„Słowo Ludu”  12.09.1968


DYMARKI 14 – 15 IX 1968

Jak już informowaliśmy, w najbliższą sobotę 14 września o godzinie 15 rozpoczyna się w Słupi Nowej, największa tegoroczna impreza Kielecczyzny – Dymarki Świętokrzyskie.

         Na terenie Słupi Nowej przebywają już naukowcy z Krakowa przygotowujący wytop w piecach dymarskich. Pracami kierują: wybitny archeolog dr Kazimierz Bielenin oraz przewodniczący Zespołu Historii Polskiej Techniki Hutniczej i Odlewniczej Polskiej Akademii Nauk prof. inż. Wacław Różański. Budową dymarek osobiście kieruje dr Bielenin. W Słupi Nowej trwają również przygotowania do wielkiego widowiska plenerowego, które przygotowuje znany reżyser Jerzy Ukleja.

Oto szczegółowy program imprezy:


         I dzień           14.IX 1968 r. (sobota)


godz. 15, rozpalenie wici na okolicznych wzgórzach,

godz. 15.30 – otwarcie imprezy w miejscu wytopu dymarek przez przewodniczącego

Prezydium WRN mgr Aleksandra Zarajczyka, Rozpalenie dymarek,

godz. 16.00 – otwarcie wystawy „przemysł Metalowy Kielecczyzny 1968”, Dzienny pokaz ogni sztucznych.

godz. 16.30 – występy zespołów artystycznych. Otwarcie kiermaszu handlowo-regionalnego.

godz. 19.30 – widowisko regionalne

godz. 20.00 – pokaz ogni sztucznych

II dzień 15.IX.1968 r. (niedziela)

Godz. 10.00 – otwarcie osady prasłowiańskiej

Godz. Od 10 do 19 – występy artystyczne zespołów regionalnych

Godz. Od 11 do 12 – przemarsz starożytnych hutników i kurników do osady prasłowiańskiej,

Godz. 18.00 – zakończenie wytopów w dymarkach

Godz. 20.30 – 21.00 – pokaz ogni sztucznych

*  *  *

"Słowo Ludu" 10.09.1968

DYMARKI 14 – 15 IX 1968


MARATON KAPEL WIEJSKICH, ŚPIEWU I TAŃCA

            Aby dać wycieczkowiczom pełną sumę wrażeń artystycznych, urządza się w dniach 14 i 15 września w różnych punktach Słupi Nowej pięć estrad, na których przez oby dwa dni będą występowały non-stop zespoły pieśni i tańca, kapele, kwartety dziewczęce, poeci i poetki, gawędziarze i bajarze.

            Z melodiami śpiewanymi i tańczonymi z inscenizacjami weselnymi zjeżdżają renomowane zespoły ludowe ze Studziennej, Bielin, Bodzentyna, Cisowa, Dębskiej Woli i wielu innych miejscowości. Wśród najbardziej rewelacyjnych wymieńmy słynny zespół Felików z Masłowa pod batutą Józefa Kiśla, kapelę Kantery z Ostrowca, niewieści kwartet z Mąchocic i świetny zespół dziecięcy z Bielin, który grupuje 40 dziewczynek i chłopców od 10 do 14 lat. Będzie można również posłuchać przepięknych liryków świętokrzyskich Marii Cedro-Biskupowej, wierszowanych legend Jana Cedro czy świetnych starych porzekadeł w interpretacji Józefa Grzesia.

                   

JAK TO BYŁO 2000 LAT TEMU POD ŁYSĄ GÓRĄ!

            Podobnie jak przed rokiem jedną z głównych sensacji będzie zrekonstruowana prasłowiańska osada leśna na zboczu Łysej Góry. Turyści zastaną tutaj cztery prymitywne szałasy zamieszkałe przez naszych praojców i pramatki – odpowiednio długowłosych, przywdzianych w skóry dzikich zwierząt. Wokół obu szdyb znajdzie się cały dobytek gospodarczy. Nie wyłączając trzody i bydła, kundli i żaren i archaicznych pługów, maczug, łuków i innego sprzętu łowiecko – obronnego.

             Na oczach wycieczkowiczów prasłowianki będą warzyły strawę, męłły mąkę, prały kijankami zgrzebne płótno itp. W tej właśnie osadzie otoczonej palisadą i mającą swą wieżę strażniczą w niedzielę o godz. 20 rozpocznie się barwne widowisko folklorystyczne z udziałem dziesiątków wykonawców. Po inscenizacji znów rozbłyśnie na nocnym niebie feeria kolorowych ogni sztucznych, tym razem na pożegnanie.

            Wcześniej jeszcze wszyscy goście dymarkowej imprezy posiadacze odpowiednich biletów wstępu (po`20 zł z ważnością na dwa dni) będą mogli wymienić swoje  karty uczestnictwa na specjalne upominki: kute w żelazie medale pamiątkowe, ozdobne proporczyki z wystawy wczesnego przemysłu Kielecczyzny i składanki informacyjne.


*  *  *

"Słowo Ludu"  06.09.1968

DYMARKI 14 – 15 IX 1968

BĘDZIE JARMARK NAD JARMARKAMI

           14 września o 16.15 nastąpi otwarcie jarmarku nad jarmarkami, który zajmie całą pryncypialną ulicę Słupi Nowej. Handel przygotuje się do obsłużenia choćby i 20-tysiecznej rzeszy turystów. Okoliczne GS wystawią na tym jarmarku 26 stoisk i urządzą 3 restauracje polowe o ogromnej przepustowości.

            Jedna ze świętokrzyskich ferm spędzi do małej zagrody kilkaset kurczaków. Turysta będzie mógł wskazać palcem wybraną sztukę, która w ciągu kwadransa – wypatroszona i oskubana – trafi na stojący opodal rożen i po upieczeniu zostanie podana gościowi na tacce tekturowej. Przyjadą też „smażobusy” z wyborem morskich i słodkowodnych ryb świeżo z patelni.

            Żeby jarmark zachował swój autentyzm, wyłącznym budulcem będą drewno i słoma: wszystkie kramy w stylu regionalnym, wszystkie kryte strzechą, wszystkie obsługiwane przez panny w barwnych zapaskach i kawalerów w sukmanach.             

SZTUKA LUDOWA PROSTO SPOD STRZECHY

            Najatrakcyjniej zapowiada się jednak ta część jarmarku, gdzie staną 32 stoika przeznaczone dla artystów ludowych. Stawi się ekipa najwybitniejszych garncarzy z Iłży, Chałupek i z Opatowskiego na czele z Armańskim, Sowińskim i Głuszką. Z Ostrowca Świętokrzyskiego przybędzie cała 7-osobowa rodzina mistrzów ceramiki Bablów, których nazwisko na amerykańskim rynku warte jest dolary, a u nas znane tylko koneserom.

            Przyjadą najznakomitsi rzeźbiarze ludowi, wśród nich laureat niedawnej wystawy szwajcarskiej Zegadło, a także Dyka i Piłat. W innych kramach rozgoszczą się kowale, tkaczki i tkacze, mistrzynie wycinanki, malarze; w grupie tych ostatnich znajdzie się na wskroś oryginalny „świętokrzyski Nikifor” Stanisław Bąk z Bielin. Twórcy ludowi nie tylko  będą osobiście  sprzedawali swoje dzieła po okazyjne cenie, ale także na miejscu wytaczali dzbany i misy, kuli lichtarze, wyplatali broszki i papierośnice ze słomy, rzeźbili drewniane figurynki.

            Jarmark będzie otwarty w sobotę do 8 wieczorem i w niedzielę już od 9 rano. W drugim dniu imprezy dymarkowej należy koniecznie odwiedzić kramiki pod słomianą strzechą, gdzie utalentowani mistrzowie sztuki kowalskiej, będą kuli pamiątki z rudy żelaznej miejscowego wytopu. Oprócz stylowych szpil, bransolet, lichtarzy, breloczków i medalionów, turyści zakupią tu oryginalne „talizmany szczęścia, zgrabne małe podkowy i całkiem malutkie podkówki, jakimi niegdyś w Pacanowie podkuwano niegdyś kozy…”

            Organizatorzy wycieczek i turyści indywidualni powinni kierować zgłoszenia: Zarząd Okręgu PTTK Kielce, ul. Sienkiewicza…


 *  *  *

Słowo Ludu – 4 września 1968

DYMARKI 14 – 15 IX 1968


Sobota, godzina 15.30 – zaczynamy!

            Przedstawiamy szczegółowy program. W sobotę 14 września o godz. 15.30 na wszystkich wzgórzach okalających Słupię Nową zapłoną wici, obwieszczające inaugurację „Dymarek Świętokrzyskich 1968”. Wystrzelone z rakiet rozbłysną na niebie kolorowe ognie sztuczne – specjalnego rodzaju, dające pełny efekt także za dnia. W tym samym momencie na pagórku dymarkowym poniżej muzeum słupiańskiego gospodarz Ziemi Kieleckiej mgr Aleksander Zarajczyk osobiście dokona uroczystej ceremonii: weźmie wiązkę płonących szczapek smolnych: rozpali pierwszy ogień w ziemnym piecu hutniczym…Nastąpi krótkie przemówienie okolicznościowe, w ktrym będzie też słowo o zmarłym niedawno prof. dr. Mieczysławie Radwanie – wybitnym uczonym i krajoznawcy, popularyzatorze świętokrzyskich tradycji wytopu żelaza i współautorze wspaniałej imprezy w Słupi Nowej.

PRZEGLĄD DOROBKU

            O godz. 16 zostanie w miasteczku otwarta wielka wystawa pod hasłem „przemysł metalowy Kielecczyzny prezentuje swój dorobek przed V Zjazdem PZPR”. Na obszernym placu turyści będą mogli zwiedzać stoiska przeszło 20 najbardziej znanych fabryk i wielu wytwórni spółdzielczych z całego województwa. Kieleckie „Armatury” pokażą swoje odlewy o wysokiej marce eksportowej; starachowicka FSC – najnowsze „stary” wchodzące właśnie do produkcji; ZWM – motocykl „Gazelę” (następczyni SHL); ZM im. Waltera – nowej konstrukcji maszyny do szycia „Łucznik”; ZM w Skarżysku – turystyczne przyczepy samochodowe i znakomite reflektory o wielkiej mocy; Huta im. Nowostki – wyroby hutnicze; „Profit” w Pionkach – płyty gramofonowe.

            Z modelami nowoczesnej produkcji wystąpią ponadto jubilat 50 –latek ZWAT T-9 z Radomia, słynny wytwórca aparatów telefonicznych, telefonicznych także wiekowa staszicowska odlewnia w Białogonie. Modelowe sztućce przywiozą na wystawę robotnicy „Gerlach”, fabryki o wielkich tradycjach, znanej w kraju i za granicą. Przyjadą ze swoimi eksponatami giserzy z Niekłania i Końskich. Spółdzielczość pracy pokaże ludowe laleczki i zabawki, maskotki i pamiątki regionalne, tkaniny, dzianiny itp.


*  *  *

„Słowo Ludu” 31.08.1968

DYMARKI ŚWIĘTOKRZYSKIE 14 i 15


            KIELCE (TAP) A wiec znowu w Słupi Nowej pod Łysą Górą zadymią nam dymarki sprzed dwóch tysięcy lat. Powtórzone zostanie najpiękniejsze i najbarwniejsze widowisko Międzynarodowego Roku Turystyki w Polsce. Zapłoną słowiańskie wici na szczytach Łysogór, na Chełmowej, Jeleniowskiej i Skoszyńskiej. Zjadą z całego kraju turyści, a oczekuje się ich tu tym razem od 12.000 do 15.000! Ściągną z czterech krańców Kielecczyzny najbardziej utalentowani muzykanci i malarze, tkaczki i wycinarki, garncarze i kowale, śpiewacy i tanecznice, poeci wiejscy, gawędziarze i wesołki.

            Gospodarzem „DYMAREK ŚWIĘTOKRZYSKICH 1968” rozpoczynających się w sobotę 14 września o 15.30 i trwających do niedzieli 15 września do 20.30 – będzie ponownie zarząd okręgu PTTK w Kielcach wspólnie z redakcją „Słowa Ludu”. Patronami imprezy są wojewódzkie władze partyjne i administracyjne, a w szczególności Wydział Propagandy KW PZPR, Prezydium WRN, WKKFiT, Wydział Kultury, Związki Zawodowe Metalowców i Hutników; niemałej pomocy udziela organizatorom minister Ryszard Trzcinka.

                                     

POMOGŁY ZAŁOGI ROBOTNICZE

            Dwudniowe widowisko dymarkowe zyskało sobie nadto potężny mecenat załóg robotniczych czołowych kombinatów przemysłowych Ziemi Kieleckiej. Bez fachowej i ofiarnej pomocy impreza na tak ogromną skalę nie byłaby możliwa do zrealizowania. Ostrowieccy hutnicy od „Nowostki” dają tabor transportowy, zelektryfikują cały teren wytopu i zrekonstruowaną osade prasłowiańską, postawią kuźnie polowe i trybunę wokół placu z dymarkami, wykonają dekoracje i eksponaty na wystawę, dostarczą ubiory dla hutników.

Budowniczowie samochodów z FSC w Starachowicach pomogą w przewozie materiałów, ozdobieniu miasteczka i urządzeniu wystawy. Metalowcy ze Skarżyska – Kamiennej zainstalują lampy i reflektory. Specjaliści z radomskich ZWAT założą radiotelefony i zmontują całą sieć łączności, a ich koledzy z „Waltera” wzieli na siebie radiofonizację całego miasteczka zlotowego. Górnicy z Rudek dostarczą oczywiście rudę, a także ubiory górnicze, zaś „pronitowcy” z Pionek wykonają płyty z okolicznościowym nadrukiem, elementy dekoracyjne i stoiska fabryczne. Metalowcy z Kielc, giserzy z Białogona, spółdzielcy z WZSP i wielu innych także deklarowali prace fachowe, pomoc materiałową i dary.

            Niezależnie od tego, poszczególne zakłady przysyłają do Słupi Nowej swoje fabryczne zespoły pieśni i tańca, orkiestry i solistów estradowych. Od „Nowostki” i kilku innych hut śląskich przybędą zespoły hutnicze. Samochodziarze z FSC zapowiedzieli inscenizację „Sulty świętokrzyskiej”. Z własnym programem przybędą metalowcy z zWM, „Armatur”, „Iskry” i kilku innych kombinatów.

ROK 1967

*  *  *

 Słowo Ludu” 15.09.1967

Zapraszamy do Nowej Słupi

Wielka wystawa osiągnięć kieleckiego przemysłu

            Do konfrontacji tradycji z dniem dzisiejszym Staropolskiego Okręgu Przemysłowego w Słupi Nowej od wczoraj montuje się wielką wystawę na obszarze 1600 m kw. Z udziałem 17 zakładów przemysłu metalowego w kielecczyźnie. Największe stoisko o powierzchni około 300 m kw. zajmuje starachowicka FSC. Organizatorem wystawy jest Zarząd Okręgu ZZM w Skarżysku. Informacji zasięgamy u sekretarza ZO Tadeusza Ambroziaka.

            Będzie to najbardziej imponujący z dotychczasowych przeglądów osiągnięć kieleckiego przemysłu metalowego w Polsce Ludowej. Wystawę urządza się według specjalnie przygotowanego scenariusza. Otrzymuje ona piękną oprawę oświetleniową i plastyczną. Obok eksponatów znajdą się też ciekawe i atrakcyjne plansze informujące o produkcji poszczególnych zakładów. Wystawa potraktowana jest retrospektywnie, aby uwidocznić rozwój każdego zakładu.

            Wspomniana już FSC wystawia 8 typów samochodów, nadto podzespoły i części samochodowe, silniki benzynowe i wysokoprężne. Zakłady Metalowe w Skarżysku, pochwalą się maszynkami do liczenia, oprawami do jarzeniówek i rtęciówek, pokażą tez rowery, kosiarki i najnowszą zdobycz turystycznego „trampa” czyli wczasowy domek na kółkach. Głównym punktem ekspozycji radomskiego „Waltera” będą wszystkie typy maszyn do szycia. ZWM pokaże swoje SHL-ki od pierwszej tam wyprodukowanej do ostatniej „Gazeli”. Suchedniowski FUT pochwali się „Rakami” – wózkami widłowymi z różnym oprzyrządowaniem, znanymi nie tylko w kraju.

            Bardzo atrakcyjna będzie również ekspozycja Kieleckiej Fabryki Pomp w Białogonie, która w listopadzie br. Obchodzić będzie swoje 150-lecie. Pokaże ona wszystkie typy produkowanych tam pomp. Nadzwyczaj ciekawie przedstawia się też pokaz radomskiej T – 9, zbliżającej się do swego 30 letniego jubileuszu, który odbędzie się w roku przyszłym. Pokaże ona telefony od pierwszego, jaki wypuściła w świat do ostatniego – z oświetleniem.

Wystawcami są również kieleckie „Armatury” i „Iskra”, Świętokrzyska Fabryka Maszyn Rolniczych w Kunowie, Fabryka Łączników w Podkanowie. W sumie zwiedzający będą mieli co zobaczyć na wystawie i zdobęą dzięki niej wszechstronne wiadomości o przemyśle metalowym Kielecczyzny.

(z)

*  *  *

 „Słowo Ludu”  14.09.1967

Zapraszamy do Słupi Nowej

Sobota – godz. 14 – zapłoną dymarki

         Mieszkańcy Słupi Nowej od lat nie pamiętają tak wielkiego ruchu w swojej gromadzie. Sprawiły to przygotowania do wielkiej imprezy turystycznej „Dymarki – 67”, od której dzielą nas dosłownie ostatnie dni i godziny bowiem w sobotę o 14 na okolicznych wzgórzach zapłoną staropolskie wici będące sygnałem rozpoczęcia uroczystości.

         „Dymarki – 67” organizowane przez Zarząd Okr. PTTK i przy współudziale naszej redakcji to impreza o ogólnopolskim charakterze. Przyjazd do Słupi Nowej zapowiedziało wielu naukowców a szereg przedsiębiorstw turystycznych zgłosiło zbiorowe wycieczki. Bardzo licznie obsadzą naszą imprezę dziennikarze pism krajowych dla których z tejże okazji PTTK i „Słowo Ludu” organizują konkurs na najlepszą publikację na temat rozwoju turystyki w województwie kieleckim.


         W dniu wczorajszym w Prezydium WRN w Kielcach odbyło się posiedzenie Komitetu Organizacyjnego sobotnio- niedzielnej imprezy. W czasie obrad, którym przewodniczył wiceprzewodniczący Prez. WRN tow. R. dziekan, omówiono szczegółowo stan przygotowań. Podjęte decyzje pozwolą na ostateczne zamknięcie prac i takie przygotowania Słupi Nowej by goście którzy do niej przyjadą wywieźli wiele niezapomnianych wrażeń.

         Przy okazji chcemy podkreślić powszechne zainteresowanie imprezą w Słupi Nowej oraz pomoc jaką organizatorom okazują władze, organizacje społeczne i zakłady pracy. Znalazło to swój kolejny wyraz w czasie wczorajszej narady. A w takim wypadku, jeśli tylko dopisze pogoda, sobotnio-niedzielny program imprez w Słupi Nowej będzie w pełni zrealizowany.

         Komitet Organizacyjny „Dymarek – 67”podjął wczoraj decyzję, która na pewno z zadowoleniem zostanie przyjęta przez młodzież szkolną. Obniżono cenę biletów wstępu dla młodzieży szkolnej na 10 zł od osoby. Organizatorzy proszą jednak kierownictwa szkół o jak najszybsze zgłaszanie zamówień do Zarządu Okręgu PTTK w Kielcach ul. Sienkiewicza 34 lub do terenowych oddziałów PTTK.

(jok)

Program imprezy

Sobota:

godz. 14 – rozpalenie wici na okolicznych wzgórzach

godz. 14.30 – otwarcie imprezy w Słupi Nowej oraz rozpalenie dymarek,

godz. 15.30 – otwarcie wystawy „Przemysł metalowy kielecczyzny 1967”

godz. 16.00 – Rozpoczęcie kiermaszu handlowo – regionalnego.


Niedziela:


godz. 10 – 17 Występy artystyczne zespołów regionalnych na dwóch estradach w Słupi

Nowej,

godz. 11 – 12 Przemarsz starożytnych hutników i kurników do osady prasłowiańskiej.

godz. 18 – Zakończenie wytopu w dymarkach

godz. 19.30 – Rozpoczęcie imprezy pt.” Dwa tysiące lat temu”

godz. 20.30 – 21 Pokaz ogni sztucznych

*  *  *

  "Słowo Ludu"  13.09.1967


Zapraszamy do Nowej Słupi


Ostatni etap przygotowań

W sobotę zapłoną dymarki

Czytelnicy „Expressu Wieczornego”, a jest ich w kraju setki tysięcy, mogli przeczytać w ub. sobotę entuzjastyczną informację na temat przygotowywanej w Słupi Nowej wielkiej imprezy turystycznej „Świętokrzyskie dymarki”.

         Dziennik opublikował program imprezy, nazywając ją najciekawszym wydarzeniem Międzynarodowego Roku Turystycznego w Polsce. Tę pochlebną opinię potwierdza m.in. zainteresowanie z jakim spotkała się ta rdzennie kielecka impreza nie tylko w kraju ale i za granicą. Dymarki świętokrzyskie są poważnym wydarzeniem naukowym i historycznym a przypomnienie metod jakimi posługiwali się prahutnicy przed dwoma tysiącami lat będzie nie lada atrakcją dla turystów, którzy w najbliższą sobotę i niedzielę odwiedzą Nową Słupię.

         Samo rozpalenie dymarek i dokonanie wytopu surówki nie zamyka bogatego programu imprezy organizowanej przez Zarząd Okręgu Polskiego Towarzystwa Turystyczno – Krajobrazowego w Kielcach przy współudziale naszej redakcji. Kiermasz pamiątek regionalnych, występy zespołów artystycznych, staropolskie wici na pobliskich wzgórzach, pokaz ogni sztucznych, zwiedzanie muzeum hutnictwa, wypoczynek i wspólne ognisko to inne atrakcje przygotowywane przez organizatorów. Przysłowiowym rodzynkiem imprezy będzie otwarcie i udostępnienie osady słowiańskiej, której budowa jest już na ukończeniu.

         Kiedy wczoraj odwiedziliśmy Słupię mogliśmy zapoznać się wstępnie z przyszłą osadą. Buduje się nią wg rysunków konsultowanych przez najwybitniejszych znawców życia prasłowian z pełną troską o historyczny autentyzm. W niedzielę osadę przejmą we władanie aktorzy, artyści poprzebierani w dawne stroje. Cóż za okazja zapoznania się z życiem naszych praojców! „osadnicy” zaprezentują ponadto turystom barwne widowisko pt. „2000 lat temu”. Już tylko dla tej części programu warto przyjechać do Nowej Słupi.

         Zorganizowanie tak wielkiej imprezy nie byłoby jednak możliwe bez czynnej pomocy władz terenowych i zakładów pracy. Pisaliśmy już o poparciu udzielonym PTTK i współorganizatorom przez Prezydium WRN. WKZZ, Zarząd Okręgu ZZ Metalowców, „Star” Starachowice’, ZWM. Bardzo przychylne stanowisko zajęła dyrekcja Huty im. M. Nowostki w Ostrowcu, która wzięła na siebie m.in. tak ważne zadanie jak elektryfikacja terenu. Cieszy nas pomoc Kuratorium, Milicji Obywatelskiej, ORMO, władz leśnych. Pomoc ta pomnaża, bowiem szanse na zajęcie czołowego miejsca w konkursie „Expresu Wieczornego” pt. „Jadą goście, jadą…” do którego zgłoszona została nasza impreza.

Wiele jednak zalezy od samych turystów. Organizatorzy liczą na to, że mieszkańcy naszego województwa tłumnie odwiedzą Słupię Nową. W tym celu pomyślano o zapleczu handlowym i bazie noclegowej. Zarząd Okręgu PTTK i terenowe oddziały (ORT-y) rozprowadzają specjalne karty wstępu uprawniające do wzięcia udziału w rozpalaniu świętokrzyskich dymarek i barwnym widowisku historycznym. Cena Karty wstępu 20 zł wraz z okolicznościowym znaczkiem i atrakcyjnymi wydawnictwami. Warto więc na pewno wybrać się do Nowej Słupi. Zapraszamy.

jók)

*  *  *

 
„Słowo Ludu” 30.08.1967

Zapraszamy do Słupi Nowej


 *Osada prasłowiańska * Konkurs na najlepszą publikację prasową

            Turyści którzy 16 i 17 września przyjadą do Słupi Nowej by wziąć udział w atrakcyjnej imprezie wytapiania surówki metodą sprzed 2000 lat będą mogli zapoznać się z życiem dawnych Słowian. Staraniem organizatorów imprezy powstanie bowiem w Słupi prasłowiańska osada. Dawne zabudowania, narzędzia pracy, wyposażenie domów, a także mieszkańcy osady poprzebierani w historycznie stroje, przypominać będą życie i pracę ludzi którzy przed wiekami mieszkali i pracowali w tym rejonie Kielecczyzny.

            Wybudowanie osady wiąże się oczywiście z szeregiem kłopotów organizacyjnych i finansowych jakie pokonać będą musieli organizatorzy. Prace przygotowawcze są w pełnym toku. Już za kilka dni na terenie Słupi Nowej, w rejonie tamtejszego muzeum hutnictwa zaczną powstawać pierwsze pradawne zabudowania. Zrealizowanie zamierzenia jest możliwe dzięki pomocy okazanej Zarządowi Okręgu PTTK przez Prez. Wojewódzkiej Rady Narodowej. Przyobiecało ono specjalną dotację na ten cel, bez której odtworzenie dawnej osady prasłowiańskiej byłoby wręcz niemożliwe.

            Organizatorzy rozpalenia dymarek weszli także w kontakt z dalszymi zakładami pracy n/województwa, które przyobiecały pomoc materialną i finansową. I tak np. w dniu dzisiejszym w Słupi Nowej odbędzie się narada z udziałem przedstawicieli dyrekcji Huty Nowostki w Ostrowcu. Ten wielki zakład przemysłowy n/województwa z dużą sympatią i zainteresowaniem śledzi przygotowania do wrześniowej imprezy tym bardziej że jej charakter związany jest tradycjami i profilem produkcyjnym kombinatu. Pomoc zapowiedziała również Fabryka Samochodów Ciężarowych w Starachowicach, szczególnie zabezpieczenie transportu, natomiast młodzież Liceum Technik Plastycznych w Kielcach współpracować będzie z plastykami przygotowującymi oprawę plastyczną imprezy. Warto jednak odnotować współudział wojewódzkiego archiwum, które udostępniając potrzebne dokumenty przyczyniło się do odtworzenia tła historycznego zapowiedzianego wytopu surówki.

            Rozpalenie dymarek wzbudziło duże zainteresowanie prasy krajowej. Organizatorzy w tym także nasza redakcja otrzymali zgłoszenia przedstawicieli pism terenowych i centralnych. Przyjazd dziennikarzy z całego kraju PTTK chce wykorzystać dla zorganizowania objazdowej konferencji na temat problemów turystycznych naszego regionu. Z tej samej też okazji zorganizowany zostanie konkurs na najlepszą publikację dziennikarską omawiającą rozwój i perspektywy turystyki w województwie kieleckim. Za najlepsze publikacje ich autorzy otrzymają nagrody pieniężne. Będzie to, więc okazji do zapoznania społeczeństwa w całym kraju z ważnymi dla naszego regionu problemami, a tym samym spopularyzowania pięknych terenów, jakich nie brak w naszym województwie.

(jok)

 

drukuj zapisz do PDF poleć artykuł
Strona główna
BIP Gmina Nowa Słupia zaprasza

W tej chwili nie ma żadnych ankiet w serwisie.

archiwum ankiet
ePUAP

Europejski Fundusz Rolny na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich:
Europa inwestująca w obszary wiejskie

Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach osi Leader
Program Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013

Projekt został zrealizowany w zakresie małych projektów w ramach działania 413 Wdrażanie lokalnych strategii rozwoju objętego
Programem Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013 dotyczącego operacji pn. Podniesienie atrakcyjności turystycznej
"Ziemi Świętego Krzyża poprzez realizację elementów kampanii promocyjnej Gminy Nowa Słupia".

osób online: 8
kreacja: kreacja: ALPANET - Polskie Systemy Internetowe
Gmina Nowa Słupia położona jest w północnej części województwa świętokrzyskiego i we wschodniej części ziemskiego powiatu kieleckiego. GMINA NOWA SŁUPIA to miejsce o niezwykle bogatej historii, tradycji, pełne malowniczych krajobrazów – prawdziwa Perła Krainy Świętokrzyskiej. Osadnictwo na tym terenie sięga II wieku p.n.e. i jest związane z rozwijającym się do VII wieku n.e. hutnictwem żelaza. Obecnie co roku od 1967 r. w sierpniu na imprezie plenerowej „Dymarki Świętokrzyskie” organizowane są eksperymentalne wytopy żelaza z rudy metodą stosowaną 2000 lat temu.

750 lat lokacji Nowej Słupi

więcej