Gmina Gidle

Wójt Gminy Nowa Słupia  Andrzej Gąsior 

 Urząd Gminy w Nowej Słupi
ul. Rynek 15
26 – 006 Nowa Słupia
tel. 41 31 78 700
urzad@nowaslupia.pl



Informacja Turystyczna
ul. Świętokrzyska 53

tel. 41 31 78-327

 

więcej
Wirtualna mapa
niedziela 17 grudnia 2017 r., imieniny obchodzą: Jolanta, Olimpia
wersja dla słabowidzących English Deutsch Święty Krzyż

Strona główna » Historia » Kazania Świętokrzyskie

Kazania Świętokrzyskie

wielkość tekstu:A | A | A

Z przeszłości Kazań świętokrzyskich - prof. Krzysztof Bracha UJK Kielce

Szanowni Państwo …  spróbujmy oczami wyobraźni przenieść się w niezwykłe miejsce 700 lat wstecz, na wysokość 595 m. n.p.m.; na szczyt Łyśca, Łysej Góry lub Świętego Krzyża w jednym z najstarszych pasm górskich Europy; na zwieńczenie princeps montium - „księcia innych gór”, czyli na plateau najważniejszej góry Królestwa Polskiego; na miejsce jednego z największych dawnych sanktuariów górskich Słowiańszczyzny; na miejsce, jak mniemał Jan Długosz, zrujnowanego zamczyska wzniesionego rękami nie ludzi, lecz cyklopów i gigantów; na miejsce jednego z  najstarszych opactw benedyktyńskich w Polsce; na miejsce najstarszego chrześcijańskiego sanktuarium ziem polskich i kultu otoczonych od  kilkuset lat pobożną atencją relikwii Drzewa Krzyża Świętego; na miejsce pielgrzymek królewskich i możnych tego świata; na miejsce palladium Królestwa Polskiego, tarczy broniącej przed wszelkim złem widzialnym i niewidzialnym; na miejsce jednej z najbogatszych bibliotek średniowiecznej Polski, z której pochodzą  cenne dzieła literatury polskiego średniowiecza, w tym przede wszystkim Kazania świętokrzyskie.


Ufundowane w pierwszej połowie XII w. opactwo benedyktynów na Świętym Krzyżu stanowi jeden z najwspanialszych obiektów sakralnych na ziemiach polskich i jedno z najbardziej fascynujących miejsc w Polsce. Klasztor czarnych mnichów, malowniczo położony na osnutym legendami szczycie Łyśca, w gęstwinie puszczy Jodłowej skrywającej gołoborze, łyse polany i stary szlak pielgrzymi, to nie tylko niewyczerpalny temat dociekań naukowych, obiekt fascynacji krajoznawczych, lecz również jedyna w swoim rodzaju przestrzeń o wyjątkowym, wielobarwnym obliczu kulturowym. Jej wpływ na cały region nie da się przecenić, ani porównać z żadną inną częścią kraju. Nie ma bowiem miejsca w Polsce, gdzie historia tworzona przez ludzi tak bardzo stopiłaby się z bogactwem natury, dziedzictwo kulturowe z dziedzictwem przyrodniczym, sacrum chrześcijańskie z miejscową tradycją, pobożność z lokalnym folklorem, historia z mitem, ludowym podaniem i baśnią i wreszcie miejsce spotkań nobliwych pielgrzymów z królewskiego orszaku z masą prostych pątników spod łysogórskich wsi, osad i miast.


Z pewnością mnisi benedyktyńscy, których pierwsza generacja przybyła z Tyńca  nie wybrali Łyśca z przypadku, lecz z rozmysłu, po to, by na północnych peryferiach Małopolski, w niełatwo dostępnej i nieco izolowanej górskiej  przestrzeni zaszczepić sacrum, którego byli posłannikiem. Nie wiemy, czy powodem łysogórskiej lokalizacji był akt chrystianizacji starego kultowego miejsca, choć taka interpretacja, mimo dyskusyjnej wciąż podstawy źródłowej jest wielce prawdopodobna, czy szedł za tym zgoła inny powód, np. polityka Bolesława Krzywoustego, potrzeba umocnienia państwa i organizacji kościelnej po zniszczeniach wojennych między 1132-1135 r., zapewnienia modlitw za duszę fundatorów oraz motywy bliższe: ewangelizacja okolic ubogich w infrastrukturę kościelną, wykorzystanie naturalnych, obronnych walorów Łyśca jako refugium i wreszcie perspektywy gospodarczego oddziaływania opactwa. Pewne jest, że benedyktyni chyba nigdy nie przewidywali, że z biegiem lat nie tylko odmienią oblicze ‘małej ojczyzny’, lecz wręcz stworzą ją na nowo. 


Co zatem stało się na plateau Łyśca przed 800 laty? Oto w centrum prastarych Gór Świętokrzyskich, najstarszego obok Gór Harzu pasma górskiego Europy, w centrum nieco zagadkowej, odludnej, ale budzącej  szacunek i podziw przestrzeni, powstało najstarsze sanktuarium w Polsce, miejsce kultu pątniczego do słynnych relikwii Krzyża Świętego, centrum elitarnej kultury monastycznej i ważny ośrodek duszpasterstwa. Jednocześnie to uczone środowisko czarnych mnichów, dzięki poszanowaniu miejscowej tradycji pozostawało otwarte na zjawiska za świata folkloru, legend i ludowych podań, współżyło z nim w swoistej symbiozie, twórczej wymianie myśli i wartości.


W ciągu bez mała ośmiu długich wieków opactwa świętokrzyskiego przez mury klasztorne, krużganki i cele mnisze przewinęło się kilkanaście pokoleń braci zakonnych. Byli wśród nich ludzie różnego stanu, pochodzenia i wykształcenia, a zapewne także różnej gorliwości w wierze i pobożności. Choć stan osobowy opactwa zwłaszcza w najwcześniejszym okresie nie jest do końca rozpoznany, szczególnie XV stulecie obfitowało w wybitne osobowości i prawdziwe autorytety. Był to złoty okres w dziejach klasztoru. Opactwo promieniowało kulturą duchową i intelektualną. Pozostające w ścisłych związkach z dworem królewskim, otoczone kuratelą potężnych rodzin możnowładczych, cieszyło się bogatym uposażeniem, zasobnym skarbcem, obszerną biblioteką, ale przede wszystkim potencjałem ludzkich talentów.


W duchowym dziedzictwie każdego opactwa jednym z najważniejszych miejsc była i jest zawsze biblioteka. „Klasztor bez książnicy to jak zamek bez zbroicy”, powiada jedno ze średniowiecznych przysłów. W kręgach ówczesnych elit intelektualnych zwłaszcza kościelnych książka była zawsze prawdziwym przedmiotem pożądania. Skrupulatnie przepisywaną, kunsztownie oprawianą i ozdabianą, przechowywano w przepastnych bibliotekach, prawdziwych skarbnicach ówczesnej wiedzy i literackiego smaku. Bez wątpienia wśród nich wyróżniało się opactwo benedyktyńskie na Świętym Krzyżu,  słynące nie tylko z posiadania drogocennych relikwii, lecz mogące się również poszczycić jedną z najwspanialszych bibliotek Polski średniowiecznej. Czy mogło być inaczej? Wszak opactwa benedyktyńskie jako pierwsze dotarły na ziemie polskie rzucając ziarno kultury pisanej w pierwszych latach istnienia państwowości polskiej, a w swoich zbiorach benedyktyni „zawarli (...) najpierwszy dorobek naukowy, oświatowy i artystyczny, wyhodowany w naszym kraju”. Kultura książki była wpisana w literę Reguły  św. Benedykta z Nurski. Bezczynność jest bowiem wrogiem duszy, a bracia muszą się nieustannie zajmować w ciągu dnia z jednej strony pracą fizyczną, z drugiej zaś „czytaniem duchowym” (lectio divina). Jak dużą wagę przywiązywano do  obowiązku czytania przez wszystkich mnichów bez wyjątku, świadczy wydźwięk 48 punktu Reguły. „W tych dniach Postu każdy otrzyma z biblioteki jedną książkę, którą powinien przeczytać od pierwszej do ostatniej strony w całości.” O przestrzeganie obowiązku czytania miała dbać  specjalnie wyznaczona para starszych mnichów. „W godzinach, w których bracia mają zajmować się czytaniem, będą oni obchodzić klasztor i patrzeć, czy nie znajdzie się ktoś opieszały, kto nic nie robi albo gada, zamiast pracowicie czytać, i nie tylko sam nie odnosi żadnego pożytku, lecz jeszcze innych rozprasza”.  Reguła  wyznacza normę, wzorzec, generalny program postępowania i duchowości, a życie oraz lokalne consuetudines, statuta lub constitutiones poszczególnych klasztorów  dyktowały zapewne inne jeszcze rozwiązania, to jednak  wydźwięk generalnej „konstytucji” benedyktyńskiej musi budzić szacunek. 


Co zatem czytali owi mnisi benedyktyńscy świętokrzyskiego opactwa? Badania nad zasobami dawnej biblioteki opactwa świętokrzyskiego lub raczej tego, co po niej pozostało po kasacie opactwa dowodzą, że wybór był niemały. Pod tym względem biblioteka świętokrzyska stanowiła wyjątek. Jej rozwoju, jak dowodził Marek Derwich, nie przekreślił ogromny pożar z 1459 r., kiedy na nowo zreorganizował ją opat Michał z Krakowa (z Lipia) oraz Maciej z Pełczyna, ani też ogólny kryzys intelektualny, w jaki popadły zgromadzenia mnisze począwszy od XIV stulecia, ani też kolejne pożary w czasach nowożytnych, np. z 1777 r.
 W świetle najstarszego świadectwa z I poł. XV w. bibliotekę klasztorną umieszczono pierwotnie w skarbcu lub obok niego przy zakrystii, a więc we wschodnim skrzydle klasztoru. W jedynym wówczas murowanym budynku klasztornym mieściły się najważniejsze „skarby” opactwa, kaplica, relikwie Krzyża Św., skarbiec, archiwum i biblioteka. Książnicą opiekowali się kustosze relikwii oraz zakrystian. Później zaś jeszcze w tym samym stuleciu przeniesiono ją na piętro wybudowanego w 50-tych latach XV w. piętrowego wschodniego skrzydła opactwa przy północnej ścianie do osobnej izby tuż nad nową zlokalizowaną na parterze w tym nowym skrzydle zakrystią. W końcu XVII w. przeniesiono ją do dawnego dormitorium, aby ostatecznie zlokalizować ją w końcu XVIII w. na piętrze w pn.-wsch. narożniku klasztoru, gdzie książki były przechowywane szafach.  
Liczne pożogi, kradzieże i rozproszenie zbiorów po kasacie, ale też niedostatek badań w tej mierze powodują, że nie znamy faktycznej liczby książek biblioteki łysogórskiej, choć już w pierwszej fazie istnienia była to bez wątpienia jedna z najbogatszych książnic Polski średniowiecznej z liczącym się zbiorem jeszcze w czasach nowożytnych.


Według dotychczasowych sondażowych ustaleń do końca XV w. biblioteka łysogórska posiadała zbiór szacowany mocno nieprecyzyjnie  na 2000 woluminów. W ciągu kolejnych stuleci aż do kasaty w 1819 r. zbiór mógł urosnąć do ok. 7-8 tysięcy woluminów. Według katalogu Jana Jerzego (George) Jonstona z 1703 r. było 3893 ksiąg. Na podstawie katalogu sporządzonego przez benedyktynów z nakazu Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w 1818 r. biblioteka łysogórska posiadała 5533 ksiąg (oraz pewną liczbę rękopisów). Z kolei w świetle zestawienia Samuela B. Lindego z 1819 r. 6305 ksiąg (4400 Linde wywiózł wówczas przez Zawichost do Warszawy zapakowane w 12 pak oraz 6 beczek zbożowych; pozostałe 1905 woluminów uległy dalszemu rozproszeniu, 776 wywieziono w 1864 r. do Seminarium Duchownego w Sandomierzu,  od 2007 r. Biblioteki Diecezjalnej). Ta ostatnia liczba nadal chyba nie była pełna. W każdym razie Józef Gacki uznawał, że książnica nigdy nie przekroczyła liczby 9000 woluminów.


 Nie ma wątpliwości, że biblioteka wraz z relikwiami 5 partycji Krzyża Św. stanowiła największy skarb opactwa, a jej utrata to niepowetowana strata dla kultury narodowej. Budowana przez blisko 800 lat zawierała w miarę kompletne kompendium ówczesnej wiedzy. Opactwo świetnie wykorzystywało koneksje z dworem królewskim, szczególnie w okresie swojej XV–wiecznej świetności, kontakty ze środowiskiem krakowskim. Ściągało stamtąd księgi, kopiowało w klasztornym skryptorium lub pozyskiwało drogą legatów. Przykładowo w 1477 r. biblioteka otrzymała w darze kilkanaście ksiąg od archidiakona sandomierskiego Stanisława z Wojczyc, wieloletniego donatora i przyjaciela klasztoru.


Obok oczywistych egzemplarzy Biblii i komentarzy biblijnych, biblioteka łysogórska zawierała m.in. pisma Ojców i doktorów Kościoła, od św. Hieronima do Tomasza z Akwinu, pisma soborowe i publicystykę kościelną, dykcjonarze i encyklopedie średniowieczne z Etymologiarum Izydora z Sewilli, traktaty teologiczno-prawnicze, mistyczne, ascetyczne i liturgiczne Mikołaja z Lyra, Jakuba z Paradyża, Jana Gersona, św. Bonawentury, Henryka z Hesji, Henryka z Friemaru, Hugona od św. Wiktora, Mateusza z Krakowa, Piotra z Blois, Mikołaja z Błonia i wielu innych. Pokaźną część zbiorów zajmowały  kazania średniowieczne w liczbie 57 kodeksów m.in.: Jakuba z Voragine, Aldobrandina z Tuscanelli, Bertranda de Turre, Szymona z Kremony, Hieronima z Pragi, Jana Merkelin, Jana Herolt, Jana Szczekny, Peregryna z Opola, Mateusza z Krakowa, Jakuba z Paradyża, Łukasza z Wielkiego Koźmina, Stanisława ze Skarbimierza,  Mikołaja Wiganda, Mikołaja z Błonia, Pawła z Zatora oraz najbardziej popularny zbiór kaznodziejski Polski późnego średniowiecza, czyli tzw. kolekcję kazań Piotra z Miłosławia.
Wśród nich znajdowały się tak spektakularne dla kultury narodowej dzieła jak Kronika Wincentego Kadłubka, Marcina Polaka, Katalog biskupów krakowskich, Katalog arcybiskupów gnieźnieńskich oraz Rocznik świętokrzyski i Statuty Kazimierza Wielkiego, a przede wszystkim słynne Kazania tzw. świętokrzyskie. O nich powiemy więcej.


Kazania świętokrzyskie to narodowa relikwia języka polskiego, najstarszy pomnik średniowiecznej  polskiej prozy religijnej i „najcenniejszy spośród nad złoto droższych skarbów Biblioteki Narodowej”, od których wraz z najstarszą częścią Bogurodzicy (44 słowa dwóch najstarszych strof) zaczynają się dzieje polskiej literatury.


Musimy wyraźnie podkreślić, dzieje literatury polskiej zaczynają się od tekstu bardzo archaicznego, ale jednocześnie bardzo oryginalnego i niezwykle tajemniczego, który nadal skwapliwie chroni swoich tajemnic i wreszcie tekstu uznanego za prawdziwe a r c y d z i e ł o.


Otóż w tym opactwie w XV w. w bibliotece przechowywana była księga rękopiśmienna o sygn. Lat. Q. I  281 zawierająca Listy, Dzieje Apostolskie oraz Apokalipsę, która wraz z innymi rękopisami po kasacji zakonu w 1819 r. została wywieziona do Biblioteki Publicznej przy Uniwersytecie Warszawskim, a potem w wyniku represji po powstaniu listopadowym w latach 1832-1834 przez rosyjskiego zaborcę do Sankt Petersburga do tamtejszej Cesarskiej Biblioteki Publicznej.  Już tam w Petersburgu  sięgnął do rękopisu A. Brückner, jeden z najwybitniejszych polskich humanistów, slawista i historyk literatury z Berlina i badając ów rękopis dokonał jednego z największych odkryć polskiej humanistyki. Stało się to dokładnie 25.03.1890 r.  Brückner zauważył, że przy oprawie rękopisu użyto jako zagiętek -  pasków pergaminu znacznie starszego zapisanego tekstem w języku polskim (sznurki użyte do zszycia poszczególnych składek księgi zabezpieczono paskami  pergaminowymi, aby papier nie przecierał się na szwach). I cóż się okazało. Po wydobyciu z oprawy, ułożeniu i uporządkowaniu oczom Brücknera ukazały się w sumie fragmenty sześciu   kazań w języku polskim zachowane na 18 paskach o wym. 20,5 x 1,5 cm., w kolejności: Kazanie na św. Michała, Na św. Katarzynę (jedyne niemal w całości zachowane), Na św. Mikołaja, Na Narodzenie Pańskie, Na Objawienie Pańskie oraz Na Oczyszczenie NMP, stanowiące zapewne cudownie ocalałą część większej całości, czyli kolekcji kazań de tempore et de sanctis. Rękopis kazań powrócił do Polski na mocy Traktatu Ryskiego z 1921 r. z Rosją w dn. 12.06.1925 r. do nowo powstającej Biblioteki Narodowej w Warszawie.  Tuż przed wybuchem II wojny wywieziono je poza Polskę i zdeponowano w Bibliotece Polskiej w Paryżu, a następnie  w Bank of Montreal w Ottawie, skąd wróciły ponownie do Polski w 1959 r. do Biblioteki Narodowej w Warszawie, gdzie do dziś są przechowywane w skarbcu oznaczone sygnaturą 8001 przechowywane w specjalnej drewnianej zabezpieczonej cienką taflą szkła szkatułce.


Nie wiemy dokładnie, kiedy powstały i gdzie. Najbardziej prawdopodobna data powstania to poł. XIV w., ale niektórzy badacze sądzą, że Kazania mogą być kopią tekstu wcześniejszego sięgającego nawet XIII w. Sam kodeks, w który wszyto Kazania powstał na Łyścu między 1430-1445 r., (przez pewien czas ok. 1445 r. był przechowywany w eremie łysogórskim św. Marii Magdaleny w Leżajsku), czyli można przypuszczać, że ok. 1430 r. Kazania zostały pocięte i wszyte jako makulatura pergaminowa do nowego wspomnianego wcześniej papierowego kodeksu Lat. Q. I  281.
Ostatnio w rozważaniach nad momentem powstania Kazań cenną informacją okazały się studia nad średniowiecznym kultem Trzech Króli, o których mowa w Kazaniu na Objawienie Pańskie, który dotarł do ziem polskich dopiero w II poł. XIV w., co może wskazywać na moment powstania Kazań nie wcześniej niż na II poł. XIV w. 
Rodzi się zatem pytanie, dlaczego tak spektakularny tekst kunsztownie zredagowanych Kazań został tak źle potraktowany, niemal zniszczony, wyłączony z obiegu i zamieniony na makulaturę w następnym XV stuleciu?
Przypuszcza się, że w XV w. Kazania były już zapewne nieczytelne i niezrozumiałe, dlatego pocięto je poziomo, czyli wzdłuż wersetów na paski, aby wykorzystać w innych rękopisach papierowych do wzmocnienia grzbietu zszywanego sznurkiem, co było powszechną praktyką introligatorską w średniowieczu. Trzeba jednak pamiętać, że paradoksalnie ta zamiana Kazań na makulaturę, uchroniła je przed całkowitą zagładą i zapomnieniem.


Kim zaś był autor Kazań świętokrzyskich, to jedno z najtrudniejszych z pytań? Badacze przychylają się do dwóch dominujących stanowisk, autorem był któryś z mnichów łysogórskich lub benedyktyn np. z Tyńca. Bardziej pewne, że Kazania były wykorzystywane na Łyścu, gdzie od II poł. XIV w. rozwijało się coraz bardziej intensywnie kaznodziejstwo w związku z pozyskaniem na początku XIV w. ofiarowanych przez Władysława Łokietka relikwii Krzyża Świętego, a później kurateli króla Władysława Jagiełły i gdzie działał słynny kaznodzieja, opat łysogórski Mikołaj zw. Drozdkiem lub Mniszkiem, a później niemniej słynni Mikołaj Włoski i opat Michał z Lipia (z Kleparza) i gdzie Kazania mogły być głoszone przed zacnym audytorium, możnych pielgrzymów i towarzyszących im orszakom przy okazji licznych wizyt Władysława Jagiełły (znamy najmniej 10 potwierdzonych w dokumentach pielgrzymek, choć zapewne monarcha bywał częściej, najsłynniejszą z nich była dwudniowa pąć 19.06.1410 r. w drodze na pole bitwy pod Grunwaldem) oraz innych wybitnych postaci z dworu królewskiego z Krakowa.
Jedno jest pewne, że przypadkowo odkryte Kazania ujawniły tekst nietuzinkowy, lecz unikat, arcydzieło. Badacze zgodnie podkreślają, nie tylko wyraźnie uczony charakter, niezwykłe wysmakowanie i kunszt rytmicznej i rymowanej prozy, czyli tego co składało się na tzw. ars dictandi, innymi słowy wysokiej klasy przygotowanie literackie, lecz również  przygotowanie homiletyczne Kazań w ramach artis praedicandi. Autor Kazań był więc bez wątpienia wielkim erudytą, oczytanym teologicznie i literacko intelektualistą oraz mistrzem słowa, po prostu … wielkim kaznodzieją był.


Na koniec przypomnijmy jeden z najpiękniejszych fragmentów Kazań świętokrzyskich, przykład mistrzowskiego panowania nad audytorium, emotywnego oddziaływania na słuchaczy, świadectwa prawdziwego kaznodziejskiego kunsztu. W Kazaniu na Narodzenie Pańskie kaznodzieja malował słowem scenę jasełek i dziwił się, że tak potężny Bóg tak nędznie przychodzi na świat, kwili i płacze z zimna w stajence na posłaniu ze zwykłej lichej słomy, przykryty jedną pieluszką.  Nastrój tkliwości wzmacnia stylistyka indagacji, pytań rzucanych w tłum zgromadzonych.
Toć to i jeść prawda, iże idzie tobie krol zbawiciel, iżby nas ot wieczne śmirci zbawił.
A trzecie idzie tobie ubogi, iżby ty w ubostwie nie styskował. Jakoż prorok
Dawid, uznamionaw o jego silnem ubostwie, jeść świadeczstwo dał, rzeka: Exivit
homo ad opus suum. Na ktore? Na to, jeż sam zjawia, rzeka: Pauper
sum ego et in laboribus a iuventute mea. Toć ubogi krolewic był, iże
nie imiał, gdzie by swoję głowę podkłonił. Vulpes foveas habent et volucres
celi nidos, filius autem hominis non habet, ubi caput suum recli<net>. A przeto iże
nie imiał w swem narodzeni, gdzie by swą g<łowę podkłonił>,
togodla przed wołem a przed osłem w jasłkach <Syn Boży położon>
był, bo dziewica Maryja acz pieluszek dobrych <w to wrzemię>
nie imiała, a togodla ji we złe chustki ogar<nęła. Invenerunt>
eum pannis involutum et positum in presepio. Naleźli ji, prawi, p<ieluszkami...>
ogarnienego a w jasłkach położonego. Toć wiem wielikie u<bostwo krola>
tako csnego, iż jeść tako śmierne przyście i tako śmierne narodzenie Syna Bożego,
jenże przez początka z Bogiem Oćcem jeść krolewał. Toć i jeść, iże idzie tobie
krol ubogi na to, iżby ty w ubostwie nie sty<s>kował. A *trzecie idzie tobie
krol śmierny na to, iżby ty nie bujał, iżby onogo bujnego krola dyjabła
nie naśladował…


 Kazania świętokrzyskie to wreszcie nieprzebrany skarbiec języka, to świadek kultury religijnej i pobożności polskiego średniowiecza, bez którego bylibyśmy ubożsi i rzec można osieroceni. Chwała mnichom łysogórskim, że przechowali taki wielki skarb narodowej kultury i kamień węgielny świętokrzyskiej tożsamości.
Klasztor łysogórski był bowiem, jak poetyzował kronikarz świętokrzyski Marcin Kwiatkiewicz w „Rytmie o Drzewie Krzyż Świętego”, prawdziwą „STOLICĄ MĄDROŚCI”, rzeczywistym genius loci świętokrzyskiej krainy.

źródło: www.swietykrzyz.pl

drukuj zapisz do PDF poleć artykuł
Strona główna
BIP Gmina Nowa Słupia zaprasza

W tej chwili nie ma żadnych ankiet w serwisie.

archiwum ankiet
ePUAP

Europejski Fundusz Rolny na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich:
Europa inwestująca w obszary wiejskie

Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach osi Leader
Program Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013

Projekt został zrealizowany w zakresie małych projektów w ramach działania 413 Wdrażanie lokalnych strategii rozwoju objętego
Programem Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013 dotyczącego operacji pn. Podniesienie atrakcyjności turystycznej
"Ziemi Świętego Krzyża poprzez realizację elementów kampanii promocyjnej Gminy Nowa Słupia".

osób online: 14
kreacja: kreacja: ALPANET - Polskie Systemy Internetowe

Tagi:

Baszowice Nowa Słupia Turystyka Emeryk Kielce Św. Krzyż Jeleniów Góry Świętokrzyskie Milanowska Wólka Andrzej Gąsior Rudki Rekreacja Dymarki Łysa Góra Dębniak Stara Słupia
Gmina Nowa Słupia położona jest w północnej części województwa świętokrzyskiego i we wschodniej części ziemskiego powiatu kieleckiego. GMINA NOWA SŁUPIA to miejsce o niezwykle bogatej historii, tradycji, pełne malowniczych krajobrazów – prawdziwa Perła Krainy Świętokrzyskiej. Osadnictwo na tym terenie sięga II wieku p.n.e. i jest związane z rozwijającym się do VII wieku n.e. hutnictwem żelaza. Obecnie co roku od 1967 r. w sierpniu na imprezie plenerowej „Dymarki Świętokrzyskie” organizowane są eksperymentalne wytopy żelaza z rudy metodą stosowaną 2000 lat temu.

Bezpłatne powiadomienie SMS i SMS CLOUD dla mieszkańców Gminy Nowa Słupia już działa. ...

więcej